Jak się żyje na Fiji
maj 16th, 2009Jest ogólnie drogo, ale to nie znaczy, że nie da się dobrze ustawić
Znów miałem sporo szczęścia. Poprzez Couchsurfing trafiłem do hinduskiej rodziny, która jako jedna z niewielu w Savusavu dysponuje stałym łączem internetowym i pokojem w “centrum” do wynajęcia. To naprawdę wyjątkowy fart, ta mieścina to są DOSŁOWNIE dwie ulice na krzyz, przy czym tylko na jednej jest trochę sklepów. Zyje tu sporo zachodnich ludzi, lecz wszyscy mają posesje kilkanaście kilometrów od miasta i w razie potrzeby dojeżdzają samochodem. Taki układ nie wchodził w grę, bo za miastem nie ma Internetu.
Mieszkam zatem w kawalerce dobudowanej do domu lokalnej rodziny. Za pokój płacę 520 PLN miesięcznie. Warunki przypominające Indie - nic nadzwyczajnego. No ale przynajmniej nie śpię już w 8 osobowych dormitory-rooms. Mam własną łazienkę, lodówkę i miejsce do pracy. Za dodatkowe 100 PLN tygodniowo hinduska rodzina mnie karmi - 4 posiłki dziennie (śniadanie, lunch, podwieczorek i obiadokolacja). Pyszniaste wegetariańskie jedzenie i bardzo mili ludzie. Dzieciaki mają Playstation2, więc czasem pogram sobie w Need For Speed
Internet jest gratis i to w dwóch opcjach. Albo chodzę obok do domu gospodarzy i podpinam się do kabla na pare godzin - albo siadam w swojej kawalerce i kładę nogi na stół - bo wtedy łapie mi skądś internet bezprzewodowy :):)
Pracować przed ekranem można w dowolnym miejscu na świecie
Zaczynam chyba powoli rozumieć klimat wysp Pacyfiku. To jest dosłownie drugi koniec świata - i to jest ich podstawowa zaleta. Nie da się uciec dalej.
Ludzie przyjeżdzają tutaj na kilka miesięcy w roku po to, żeby oderwać się od cywilizacji, odreagować. Zaszyć się w dżungli, gdzie można bez przeszkód pić piwo, zapalić trawę, usmażyć sobie coś na grillu. Gapic sie na palmy, i niczym sie nie przejmować. A wieczorem zaprawić się Kavą.
Kava jest popularna na wszystkich wyspach Oceanu Spokojnego i wbrew pozorom nie ma nic wspólnego ze zwykłą kawą. Właściwie jest jej przeciwieństwem, ma bowiem efekt usypiająco-rozluźniający. Kave robi się z suszonego korzenia lokalnej odmiany pieprzu. Korzeń ściera się na proszek, zawija w szmatkę i rozrabia z letnią wodą. Wywar przyrządza się w dużej misce, z której całe towarzystwo pije do spółki. Roztwór nie ma żadnego zapachu, kolor blado-mętno-szary, smak nijaki. Spróbowałem trochę, to zdrętwiał mi język
http://pl.wikipedia.org/wiki/Piper_methysticum - tutaj jest szerszy opis na Wiki.
Jeśli po przeczytaniu przyszło wam do głowy, że mógłbym Wam troche wysłać, to donoszę, że w Unii Europejskiej pieprz metystynowy jest uznawany za narkotyk i jego sprzedaż jest nielegalna
A zatem klimat Fidżi to nie jest do końca mój klimat, bo ja od 3 miesięcy nie piję nawet zwykłej kawy, nie mówiąc o poważniejszych używkach. Ale rozumiem, że ludzie mają różne sposoby ”odreagowywania”.
Ja sobie codziennie ćwiczę jogę i medytuję. A jutro pójdę na 10 rano do kościoła po drugiej stronie ulicy, gdzie chrześcijańscy Fidżijczycy z prawdziwymi afro-czuprynami grają rewelacyjną muzykę gospel
Będzie fun!








