Wróciłem! :)

lipiec 26th, 2009

Jestem już z powrotem w PL. Ostatnie 2 noce przed powrotem spędziłem w powietrzu, lecąc z San Francisco do Nowego Jorku a potem z Nowego Jorku do Dusseldorfu. (Air Berlin to świetna i najtansza linia!!!).

Obawiałem się, że po powrocie będzie totalna beznadzieja i “reverse culture shock” - ale nie jest źle :) Polska w porównaniu do innych krajów wypada całkiem dobrze. Jest kolorowo, w miarę czysto i ładnie. Jedyne negatywne spostrzeżenie: Polacy ciągle narzekają! Na pogodę, na brak pieniędzy, na spóźniające się autobusy, na złą organizację itp…  Na standardowe pytanie “jak leci” otrzymuję od ludzi listę zażaleń. Zadziwiające.

Jestem w kraju od 3 dni, ale ciągle jeszcze chodzę z głową w chmurach i postrzegam otoczenie oczami turysty. Dziwne wrażenie - słyszeć dookoła polski język. Przez pierwsze kilkanaście godzin wydawało mi się, że przyjechałem po prostu w kolejne nowe miejsce. Dopiero potem stopniowo zaczęło do mnie docierać, że jestem w domu i że tu się znajduje moje “poprzednie życie”.

Dziwnie się czuję w swoich starych ciuchach - pierwszy raz od 10 miesięcy założyłem dżinsy! I w ogóle ze zdziwieniem odkryłem, że moje stare ubrania już mi się nie podobają - są zbyt ciemne i smutno w nich wyglądam, nie wiem jak ja mogłem w tym chodzić. Stare płyty CD też jakoś dziwnie brzmią i niektóre z nich nie sprawiają mi takiej przyjemności jak kiedyś (np. Jamie Cullum wydaje mi się smętny, a przed wyjazdem się w nim zasłuchiwałem).

Delektuję się chlebem z masłem, pomidorem i majonezem Winiary :) A zaraz pobiegnę sobie kupić Prince Polo XXL; rrrany zapomniałem, że ono istnieje, a to przecież moje ulubione!

From Polska

P.S. W Californi poszło dobrze, opublikuję niebawem relację.

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Noc na lotnisku

lipiec 16th, 2009

Lecę właśnie z Honolulu do San Francisco i mam międzylądowanie w Seattle. Czas oczekiwania na kolejny lot: 8 godzin :) No cóż, jeżeli chce się latać tanio, to trzeba być przygotowanym na takie przestoje.

Oczywiście jestem już nieźle wprawiony jeżeli chodzi o spanie na lotniskach, więc darmowa nocka w Seattle mi nie straszna :) Mam hinduski wełniany szal do okrycia, a pokrowiec od laptopa służy za poduszkę.

Przypadkiem dowiedziałem się o stronie internetowej traktującej wyłącznie o strategiach spania na lotniskach. Najlepszą metodą jest znalezienie tzw. ‘prayer room’, czyli uniwersalnej, wielowyznaniowej kaplicy - gdzie można się w ciszy i spokoju przekimać przez parę godzin :)

Strona nazywa się SleepingInAirports.net, a tutaj znajdziecie recenzje internautów z nocowania na naszym rodzimym Okęciu.

Night in Seattle Tacoma

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Big Island, Żółwie i Komunikat

lipiec 14th, 2009

Przeniosłem się na Big Island, czyli największą hawajską wyspę. Jej oficjalna nazwa to właśnie Hawai’i, ale aby nie mylić z nazwą całego archipelagu - wszyscy mówią o niej Big Island.

Jestem w miejscowości Hilo. Hilo to najbardziej deszczowe miejsce na Hawajach i dzięki temu nie jest zbyt często odwiedzane przez turystów. Pada średnio co godzinę - dosłownie! :) Ale pomiędzy prysznicami jest piękne słońce, więc deszcze są raczej orzeźwiające, niż przygnębiające.

Wynająłem pokój w domu bardzo przyjaznych ludzi. Jest niedrogo (20$ za dobę to na Hawajach prawie darmocha), piękna okolica i świetne warunki mieszkaniowe.

Najbardziej podoba mi się jednak panujący w domu klimat wegetariańsko-buddyjsko-artystyczny. Jest dużo przestrzeni i króluje prostota okraszona smakowitymi detalami.

Momentalnie odetchnąłem i uświadomiłem sobie poziom stresu, który wisiał nade mną w “rozrywkowym” Honolulu. High-life może być przyjemny od czasu do czasu, ale życie na co dzień w wielkim mieście powoduje tylko niepotrzebne napięcie. Jest drogo, tłoczno, trudno o zdrowe jedzenie i codziennie traci sie 30 minut życia czekając na światłach. A o 6 rano, zamiast odgłosów przyrody, budzi cię hałas śmieciarki. To ja już wolę deszczowe Hilo.

Zapoznałem się z ciekawą parą Niemców, którzy zaprosili mnie na kilka wycieczek po okolicy. Wczoraj zwiedzaliśmy wulkany, a dziś wybraliśmy się nad ocean pobawić się z żółwiami :)

(Photo credits: Mila Zinkova, Stacy Lynn, Jared Kelly; relaksacyjną hawajską muzyczkę możecie ściągnąć tutaj)

Jutro wracam do na jedną noc do Honolulu, potem do San Francisco na kilka dni - robić dobre wrażenie w Dolinie Krzemowej. Potem jeszcze Nowy Jork, a następnie…

.

UWAGA, UWAGA - OFICJALNY KOMUNIKAT: Przyjeżdzam do Polski!

Kupiłem w promocji bilet Nowy Jork - Dusseldorf za 196 USD i już 23 lipca powinienem wylądować w Europie. Cieszę się bardzo na powrót :) Podróżuję raptem od 10 miesięcy, lecz mam wrażenie, że minęły przynajmniej 2 lata - tyle się u mnie działo w tym czasie. Potrzebuję trochę ochłonąć.

Zaraz zaraz, no a co z Ameryką Południową i Afryką? :)

Zobaczymy jak się sprawy ułożą. Jeżeli ułożą się dobrze, to wrócę do USA i stamtąd odbiję na południe. Póki co jednak mam zamiar przez chwilę odpocząć w Polsce i sprawdzić, czy jeszcze nadaję się do “normalnego życia”.

Mam nadzieję i wierzę, że przygoda potoczy się dalej. Jeżeli macie ochotę wesprzeć mnie i dorzucić się na kolejny bilet, to zapraszam do skarbonki. Jednocześnie z całego serca dziękuję wszystkim osobom, które do tej pory zdecydowały się dofinansować mój podróżniczy budżet!

Aha, wpisy na blogu nie ustaną. Niebawem zamieszcze serię postów mówiących, co się u mnie zmieniło i do jakich wniosków doszedłem dzięki podróży dookoła świata… Stay tuned! :)

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Couchsurfing w Honolulu

lipiec 7th, 2009

Ostatecznie udało mi się dodzwonić do mojego Couchsurfera i wpakować do jego mieszkania. Couchsurfer ma na imie James i nie odbierał telefonu, bo był skacowany po sobotniej imprezie. Bardzo sie zatem ucieszył na widok sześciopaka Fidżijskiego piwa, który mu przywiozłem :)

W mieszkaniu Jamesa panuje trudny do opisania artystyczny nieład. Pięć stosów ubrań, manekin z wystawy, rzeźbiony stolik o podstawie w kształcie słonia, miecz z malowaną tarczą, piecyk gitarowy, kask motocyklowy, deska surfingowa, butelki z egzotycznymi trunkami (niektóre nie są nawet napoczęte), wielki metalowy fallus, tarcza do dartsów, tona kosztownej elektroniki na podłodze, agregat prądotwórczy, trzy rowery, szafka na wino, 40 calowa plazma, elektroniczne pianino, no i kanapa, na której śpią Couchsurferzy :)

Ledwie zdążyłem się ogarnąć w nowym miejscu, a już razem z kumplami Jamesa siedziałem na pace ogromnego pickupa, którym gospodarz sunął po hawajskiej autostradzie. Usadziliśmy się na stosie innych dziwnych rzeczy, które James wozi w bagażniku, bo nie zmieściły się w mieszkaniu :)

Spodziewałem się, że inni kierowcy będą się na nas patrzeć jak na szaleńców, ale okazało się, że jeżdzenie na odkrytej pace SUVa jest na Hawajach w 100% legalne.

Po 30 minutach ekscytującej przejażdżki dojechaliśmy do wojskowej bazy lotniczej, gdzie James pracuje. Wynajęliśmy łodkę, zaprosiliśmy dziewczyny i popłynęliśmy na środek zatoki, aby popluskać się na błękitnych mieliznach Oceanu Spokojnego, z widokiem na porośnięte zielenią wulkaniczne hawajskie wzgórza. Wieczorem wróciliśmy do dzielnicy Waikiki i wjechaliśmy na odkryty taras jednego z wieżowców, gdzie wszyscy zapakowali się do ogromnego Jaccuzi. Jednym słowem: Ameryka.

BTW - James to wyjątkowo ciekawy człowiek, przykład amerykańskiego self-made mana.  Wychował się na ulicy. W wieku 16 lat zapisał się do amerykańskiej armii, gdzie wyćwiczyli go na komandosa; był na kilku misjach. Po tym jak wdał się w jakąś bójkę po cywilu, przesunęli go na stanowisko… wojskowego meteorologa.

Niedawno skończył 30 lat, zwiedził dotychczas 72 kraje, zdążył już się ożenić oraz rozwieść. Zostało mu dokładnie 5 i pół roku do… emerytury (sic!). Zamierza zostać lekarzem lub pisarzem; ma już gotowych 300 stron książki na temat swoich życiowych przygód.

W takim zestawieniu moja podróż dookoła świata wypada dość blado.. ale mimo wszystko wrzucilem troche fotek z Waikiki Beach :)  Jutro natomiast wspinam się na (widoczny na jednej z fotografii) krater Diamond Head. Również w bardzo ciekawym Couchsurfingowym towarzystwie.

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Hawaje i podwójna niedziela

lipiec 6th, 2009

Wczoraj na Fidżi była niedziela. O 7:45 rano miałem samolot z Savusavu na głowną wyspę, po czym spędziłem cały nudny dzień w Nadi. A o 22:00 zapakowałem się w nocny samolot na Hawaje…

3 godziny temu wylądowałem w Honolulu i.. znów jest niedziela rano :) Dzięki przekroczeniu Międzynarodowej Linii Daty - mam jeden dzień “gratis”.

3 pierwsze fotki z Honolulu:

(Aparat fotograficzny oczywiście zgłupiał od tych zmian czasu i źle mi teraz sortuje zdjęcia)

Nocuję u Couchsurfera. Tzn. mam nadzieje, ze nocuję u Couchsurfera, bo czekam sobie wlasnie pod jego blokiem, koleś nie odbiera telefonu, a numeru mieszkania zapomniał mi podać.. takie właśnie są uroki darmowego kwaterunku.

Ale klimat jest świetny, więc w ogóle niczym się nie przejmuję :)
Bateria się kończy; idę poszukać jakiegoś jedzenia

Aloha!

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Czy warto jechać w podróż dookoła świata?

lipiec 3rd, 2009

Wsiąść do pociągu byle jakiego?

Zostawić wszystko i wyruszyć w nieznane?

photo credit: Joleson

TAK, WARTO.
ZA WSZELKĄ CENĘ!!!

Dookoła świata za jednym zamachem, czy może na raty - warto pojechać w odległe rejony i zobaczyć, jak żyją inni ludzie. Im bardziej różny kulturowo region - tym lepiej. Świat staje się globalną wioską, ale mentalność ludzi wciąż różni się diametralnie w różnych częściach globu.

Warto na jakiś czas “wypisać się” z kontekstu, machnąć ręką na te wszystkie rzeczy, które musicie zrobić “bo inaczej świat się zawali” - i po prostu wyjechać. Ryzykujecie jedynie tym, że zawali się wasz dotychczasowy światopogląd.

Dla mnie ta podróż zdecydowanie jest “life changing experience” (chociażby dlatego, że zaczynam myśleć po angielsku zamiast po polsku :)). Zalet jest dużo więcej - w najbliższym czasie zamieszczę kilka wpisów na temat tego, co się u mnie pozmieniało w ciągu ostatniego roku.

Najogólniej rzecz ujmując - wyrwanie się ze swojej strefy komfortu daje świeże spojrzenie na rzeczywistość. Niektóre obszary się przewartościowują (pieniądze i tzw. “sukces”), inne zaczyna się doceniać (rodzina, przyjaciele).  Z dala od zgiełku i bieżących problemów dochodzi się do wniosków, co jest w życiu naprawdę ważne.

Uważam, że nawet 3 miesiące to wystarczający okres na “get out of the box” i otrząśnięcie się z mentalnych ram codzienności.

Co? W pracy nie dają 3 miesięcznych urlopów? No cóż - to temat na inny post. Ale dla chcącego, nic trudnego. Jak powiecie, że albo 3 miesiące przerwy, albo się zwalniacie - to będzie inna rozmowa :)

Nie macie pieniędzy? Bilet dookoła świata można kupic już za 4500 PLN. Do Azji i z powrotem można przelecieć za 2000 złotych. Miesięczny koszt luksusowego życia na Bali lub w Tajlandii to 1500 PLN. W Indiach lub w Boliwii utrzymacie się za 1000 PLN miesięcznie. W Australii i Nowej Zelandii jest drogo, ale można zdobyć working visa i pracować na farmie, zarabiając 40 złotych na godzinę!

Kiedy zamierzacie podróżować? W wieku 60 lat, razem ze wszystkimi japońskimi emerytami? Nawet jeżeli połowa dzisiejszych wysp nie będzie wtedy pod wodą, to i tak na emeryturze nie zobaczycie prawdziwego świata; zobaczycie sztuczne widoczki dla turystów.

W wieku 60 lat podróże już nie kształcą. I nie wygląda się tak fajnie na zdjęciach :) I trzeba doliczyć dodatkowe tysiące złotych na taksówki, porządne obiady, hotele z wygodnymi łóżkami i zorganizowane wycieczki rowerowe, gdzie jedzie się cały czas z górki.

Jeżeli intensywnie pracujesz, od paru lat nie byłeś/byłaś na porządnym urlopie i zaczynasz się wypalać - Gap Year lub chociażby 3 miesięczna wyprawa może się okazać zbawiennym pomysłem.

Nie ma na co czekać, ani czego się obawiać - świat jest pełen życzliwych ludzi i szczęśliwych zbiegów okoliczności. Warto tego doświadczyć na własnej skórze.

W ramach inspiracji - tutaj linki do innych polskich blogów; niektórych o wiele ciekawszych od mojego! :)

P.S. Jeżeli znacie więcej linków do ciekawych blogów, to proszę o podesłanie na maila, albo dodanie w komentarzach do tego postu!

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Przewodnik po biletach dookoła świata

lipiec 2nd, 2009

Słyszeliście o biletach dookoła świata?

Ja jeszcze rok temu kompletnie nie miałem pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje. A okazuje się, że istnieje, jest powszechnie dostępne i jeżeli nie będziecie zbyt wybredni - świat możecie oblecieć nawet za 4500 PLN!

Istnieje bardzo wiele opcji i możliwości kupna biletu dookoła świata, inaczej nazywanego biletem RTW (Round-the-World). Można go najzwyczajniej kupić w liniach lotniczych LOT - będących częścią Star Alliance, albo w innym sojuszu, albo u wyspecjalizowanych agentów, którzy oferują specjalne pakiety.

.

Podstawowe informacje

Warto sobie uświadomić, że tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak “Bilet Dookoła Świata”. Nie da się po prostu kupić jednego biletu i polecieć gdzie dusza zapragnie. Bilet RTW jest zawsze zbiorem biletów na poszczególne trasy i konkretne linie - więc musisz z góry zaplanować swoją podróż - ustalić dokładne daty, godziny i miejsca.

Oczywiście masz potem pewne możliwośći zmian w grafiku - przesuwania dat, czy rezygnacji z niektórych punktów podróży - ale z reguły jest to płatne, a czasem wręcz niemożliwe. Zasada jest prosta: im droższy masz bilet, tym twój grafik jest bardziej podatny na zmiany.

Nie ma także jednego, najlepszego i najtańszego sposobu na bilet dookoła świata. Wszystko zależy od tego jakie kontynenty chcesz odwiedzić i na jakich częściach świata się skupić.

Oczywiście - planując podróż chcesz zobaczyć “wszystko co się da” - ale w praktyce okazuje się, że jednak skupiasz się na jakiejś konkretnej części globu - i musisz po prostu znaleźć bilet, który odpowiada Twoim marzeniom.

Niezależnie gdzie go kupisz, kilka zasad będzie uniwersalnych:

  1. podróżując dookoła świata, poruszasz się w jednym kierunku. Albo na wschód, albo na zachód. Dopuszcza się drobne odstępstwa.
  2. masz ograniczoną liczbę lotów oraz mil, które możesz przelecieć. To skutecznie “podcina skrzydła” wyobraźni.
  3. wracasz zawsze do miejsca wylotu
  4. jeżeli chcesz startować z Polski, to z reguły jest dużo drożej niż np. z Londynu.
  5. podróż trwa minimum 10 dni, maximum 12 miesięcy (linie nie znają swoich grafików w dłuższym horyzoncie czasowym)
  6. niektóre odcinki pokonujesz na własną rękę - tzw “surface factor”.

Surface factor - czyli teoretycznie podróż lądem, choć w praktyce może to oznaczac, ze na jakims krótkim dystansie lecisz lokalnymi liniami na własną rękę. Surface factor spotykany jest w tańszych pakietach RTW i wbrew pozorom - to bardzo praktyczna rzecz. Można przejechać campervanem przez Australię, koleją przez Indie lub za pomocą tanich linii dokładnie zwiedzić Azję południowo wschodnią.

.

Ceny biletów Round-the-World

W największym uproszczeniu, cena biletu dookoła świata jest uzależniona od ilości przejechanych mil lub ilości kontynentów, które odwiedzasz.  Większość pakietów jest rozliczana w milach. Jakkolwiek by nie kombinować, to z reguly wychodzi następująco:

  • 3 kontynenty (Europa, Azja/Indie, Ameryka Północna) - to jest około 22 tysięcy mil. Poruszasz się tylko po półkuli północnej. Od 4500 PLN.
  • 4 kontynenty (Europa, Azja/Indie, Australia i Oceania + Pacyfik, Ameryka Północna) - to jest około 28 tysięcy mil. Od 6500 PLN
  • 5 kontynentów (czyli dokładasz Amerykę Południową lub Afrykę) - to będzie około 34 tysięcy mil i wydatek około 9000 PLN
  • 6 kontynentów to około 39000 lub 40000 mil. Minimum 10-11 tys PLN.

Oczywiście to wszystko jest przy zachowaniu granic rozsądku. Bo jeżeli przyjdzie Ci do głowy, żeby z Argentyny lecieć do Islandii, a potem do RPA, to 50 tysięcy mil nie wystarczy a cena rozłoży Cię na łopatki.

A zatem: jak znaleźć bilet, który najlepiej Ci odpowiada?

.

Strategia 1: Alianse lotnicze

Na świecie funkcjonują trzy główne alianse lotnicze:

  1. Star Alliance, zapoczątkowany przez Lufthansę; pierwszy, największy, najlepszy i najdroższy
  2. OneWorld, stworzony przez British Airways, dobra relacja jakości do ceny.
  3. Skyteam - najmłodszy, założony przez Air France (bo Francuzi byli zbyt dumni, aby być w jednym aliansie z Brytyjczykami). Póki co radzi sobie najsłabiej.

Każdy z aliansów ma swoją ofertę biletów Round-The-World.

Czytaj dalej… »

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Dobra Nowina - ciąg dalszy

czerwiec 23rd, 2009

Eee, słuchajcie, lipa z tą Hinduską :)

To znaczy: dowiedziałem się, że oni tutaj wszystkich “białasów” chcą na siłę swatać. Nieważne jak wyglądasz i ile masz lat - zawsze wzbudzasz jednakowy entuzjazm. Jesteś biały = masz pieniądze = powinieneś/powinnaś pozostać na Fiji już na zawsze. Oto główna strategia pozyskiwania inwestycji zagranicznych.

Niestety nie jestem zainteresowany tą wyjątkową okazją - i to nie tylko z powodu chwilowo marnego stanu moich finansów. No ale… przynajmniej mam zdjęcie:

DSCF6431.JPG

Szczegóły niedoszłego romansu:

Pewnego popołudnia zaproszono Hinduskę do miejsca, w którym mieszkam. Pratap przyszedł do mojego pokoju i bardzo uprzejmie zapytał się mnie, czy nie chciałbym przejść obok i porozmawiać z dziewczyną.

Poszedłem, przedstawiłem się, usiadłem na kanapie. Obok mnie usiadła Devika (tak ma na imię moja przymusowa wybranka), jej matka, i jeszcze dwie inne osoby z rodziny. No i patrzą się na mnie.

Zaproponowałem zatem, że jeżeli chcemy pogadać i się trochę zapoznać, to może pójdziemy we dwójkę na spacer. Na co Devika proponuje, że może zamiast spaceru - pójdziemy porozmawiać do pokoju obok (nota bene: sypialni)… Ostatecznie jednak udało się przeforsować moją opcję i wybraliśmy się na przechadzkę nad Savusavu Bay.

Pierwsze pytanie, jakie usłyszałem, to czy nie mam nic przeciwko poślubieniu hinduskiej dziewczyny. Następnie padła seria: ile mam sióstr i braci, jaką wyznaję religię, spod jakiego jestem znaku, czym się zajmuję zawodowo i jakie mam hobby, co lubię i czego nie lubię, czy jestem zainteresowany kupnem ziemi na Fiji, do kiedy zamierzam zostać, w jakim wieku są moi rodzice oraz czym się zajmują, co lubię jeść na obiad i ile płacę za wynajem pokoju. No i z jakiego własciwie jestem kraju. (”aaah, Holland!”)

A potem okazało się, że nie tylko ja wpadłem na pomysł, aby na spacer zabrać ze sobą aparat. Ja wrzucam zdjęcie na bloga, a Devika - na fidzijskiego Facebooka :)

Ciągu dalszego brak.

P.S. 5 lipca lecę do Honolulu.  O ile oczywiście Korea Północna nie zbombarduje Hawajów dzień wcześniej:

“USA szykują obronę Hawajów - obawy przed koreańską rakietą”

Stay tuned! :)

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Dobra Nowina

czerwiec 11th, 2009

Dziś przy śniadaniu ojciec rodziny, 67-letni i bardzo przyjazny dziadek o imieniu Pratap, z uśmiechem powiedział, że ma dla mnie bardzo dobrą wiadomość.

- Córka sąsiadów chce mnie poślubić!

Zakrztusiłem się.

Zainteresowana mną dziewczyna jest Hinduską. Wysoką, szczupłą, długowłosą Hinduską w wieku około 23 lat. Całkiem ładną. Jej chęć poślubienia mnie oficjalnie zaanonsował wczoraj jej ojciec.

Najwidoczniej ani ojcu, ani córce nie przeszkadza, że z moją potencjalną żoną nie zamieniłem jeszcze ani słowa, a pierwszy raz widziała mnie przedwczoraj. (”Widzisz tamtą dziewczynę? Jak chcesz, to mogę cię zapoznać” - powiedziała ukradkiem żona Pratapa podając mi obiad).

Rany, nie wiem nawet jak moja przyszła małżonka ma na imię, bo z oferty zapoznania nie skorzystałem. Na nic też moje tłumaczenie, że za 3 tygodnie wyjeżdzam z Fidżi i preferuję znajomości długookresowe.

To nie szkodzi - tłumaczy mi Pratap. Przecież możecie być w kontakcie przez Internet. A jak już wrócisz na Fidżi na stałe, to wtedy będziesz miał codziennie na lunch swoje wegetariańskie pumpkin curry oraz pyszne placki ciappati. I to za darmo. A jak będzie trzeba to dobudujemy jeszcze jeden pokój, żebyście mieli gdzie mieszkać.

No cóż, jak tylko spotkam ponownie moją przyszłą hindusko-fidżijską żonę, to postaram się przynajmniej o jej zdjęcie, abym mógł przesłać rodzinie do zaakceptowania. Mamo, Tato - mam nadzieję, że nie będzie Wam przeszkadzać synowa w kolorze deserowej czekolady :)

P.S. Jest parę nowych filmików.

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Zaległe filmiki - seria pierwsza

maj 23rd, 2009

Czas nadrobić zaległości filmowe. Dziś w menu trzy filmiki z Australii oraz Nowej Zelandii.

Filmików mam więcej, ale wgrywają się strasznie wolno na tym fidżijskim internecie, będę zatem wrzucał partiami.. :) Milego oglądania!

 

Miś Koala

 

Woofing w Vistarze (przepraszam za przekleństwa :) )

 

Kangury przy trasie szybkiego ruchu

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop