Big Island, Żółwie i Komunikat
Wtorek, lipiec 14th, 2009Przeniosłem się na Big Island, czyli największą hawajską wyspę. Jej oficjalna nazwa to właśnie Hawai’i, ale aby nie mylić z nazwą całego archipelagu - wszyscy mówią o niej Big Island.
Jestem w miejscowości Hilo. Hilo to najbardziej deszczowe miejsce na Hawajach i dzięki temu nie jest zbyt często odwiedzane przez turystów. Pada średnio co godzinę - dosłownie!
Ale pomiędzy prysznicami jest piękne słońce, więc deszcze są raczej orzeźwiające, niż przygnębiające.
Wynająłem pokój w domu bardzo przyjaznych ludzi. Jest niedrogo (20$ za dobę to na Hawajach prawie darmocha), piękna okolica i świetne warunki mieszkaniowe.
Najbardziej podoba mi się jednak panujący w domu klimat wegetariańsko-buddyjsko-artystyczny. Jest dużo przestrzeni i króluje prostota okraszona smakowitymi detalami.
Momentalnie odetchnąłem i uświadomiłem sobie poziom stresu, który wisiał nade mną w “rozrywkowym” Honolulu. High-life może być przyjemny od czasu do czasu, ale życie na co dzień w wielkim mieście powoduje tylko niepotrzebne napięcie. Jest drogo, tłoczno, trudno o zdrowe jedzenie i codziennie traci sie 30 minut życia czekając na światłach. A o 6 rano, zamiast odgłosów przyrody, budzi cię hałas śmieciarki. To ja już wolę deszczowe Hilo.
Zapoznałem się z ciekawą parą Niemców, którzy zaprosili mnie na kilka wycieczek po okolicy. Wczoraj zwiedzaliśmy wulkany, a dziś wybraliśmy się nad ocean pobawić się z żółwiami
(Photo credits: Mila Zinkova, Stacy Lynn, Jared Kelly; relaksacyjną hawajską muzyczkę możecie ściągnąć tutaj)
Jutro wracam do na jedną noc do Honolulu, potem do San Francisco na kilka dni - robić dobre wrażenie w Dolinie Krzemowej. Potem jeszcze Nowy Jork, a następnie…
.
UWAGA, UWAGA - OFICJALNY KOMUNIKAT: Przyjeżdzam do Polski!
Kupiłem w promocji bilet Nowy Jork - Dusseldorf za 196 USD i już 23 lipca powinienem wylądować w Europie. Cieszę się bardzo na powrót
Podróżuję raptem od 10 miesięcy, lecz mam wrażenie, że minęły przynajmniej 2 lata - tyle się u mnie działo w tym czasie. Potrzebuję trochę ochłonąć.
Zaraz zaraz, no a co z Ameryką Południową i Afryką?
Zobaczymy jak się sprawy ułożą. Jeżeli ułożą się dobrze, to wrócę do USA i stamtąd odbiję na południe. Póki co jednak mam zamiar przez chwilę odpocząć w Polsce i sprawdzić, czy jeszcze nadaję się do “normalnego życia”.
Mam nadzieję i wierzę, że przygoda potoczy się dalej. Jeżeli macie ochotę wesprzeć mnie i dorzucić się na kolejny bilet, to zapraszam do skarbonki. Jednocześnie z całego serca dziękuję wszystkim osobom, które do tej pory zdecydowały się dofinansować mój podróżniczy budżet!
Aha, wpisy na blogu nie ustaną. Niebawem zamieszcze serię postów mówiących, co się u mnie zmieniło i do jakich wniosków doszedłem dzięki podróży dookoła świata… Stay tuned!



