Archive for the ‘Australia’ Category

Zaległe filmiki - seria pierwsza

Sobota, maj 23rd, 2009

Czas nadrobić zaległości filmowe. Dziś w menu trzy filmiki z Australii oraz Nowej Zelandii.

Filmików mam więcej, ale wgrywają się strasznie wolno na tym fidżijskim internecie, będę zatem wrzucał partiami.. :) Milego oglądania!

 

Miś Koala

 

Woofing w Vistarze (przepraszam za przekleństwa :) )

 

Kangury przy trasie szybkiego ruchu

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Sydney

Środa, kwiecień 15th, 2009

Sydney mi się nie podoba. Kompletnie nic nadzwyczajnego. Brudno, drogo, ludzie niezbyt mili. Natomiast spotkałem osoby, które są w tym mieście zakochane. Więc pewnie jest tak jak z Nowym Jorkiem - you love it, or you hate it.

No dobra - trzeba przyznać: w porównaniu do Nowego Jorku, to tutaj jest bajecznie :) Wiecej przestrzeni, kilkadziesiąt plaż i przyzwoita temperatura przez cały rok. Ale ja dalej twierdzę, że to nic nadzwyczajnego.

Po wyjezdzie Daniela zadokowalem sie najtanszym mozliwym hostelu dla backpakersów. 10 osobowy dormitory-room. Mixed, czyli dziewczynki i chłopcy razem.

Backpakerskie hostele w Australii to fenomen. Są zawsze w centrum miasta, większość z nich jest otwarta dla wszystkich - można wejść, skorzystać z kuchni, wziąć prysznic, zostawić bagaże w locker roomie, zasięgnąć porady od innych backpackerów, podładować komórkę i skorzystać z netu - czasem nawet za darmo.

Mój hostel w Sydney jest przeznaczony dla ludzi, którzy oszczędzają na zakwaterowaniu, aby mieć kasę na zabawę. Gdy o 7 rano wychodzę robić jogę do parku, to akurat część lokatorów wraca z imprezy. Klimaty jak z polskich akademików - rozwalone fotele, przybrudzona kuchnia, telewizor na full i osowiałe twarze niewyspanych poszukiwaczy nocnych wrażeń. Karaluchy też swojsko wygladają - są dużo mniejsze niż w Azji.

(Jest 11 rano. Właśnie ktoś radośnie krzyczy do sprzątaczki: “You don’t have to clean here, I’m still drunk, I don’t care”) *.

Zapoznałem się z fajnym Szwedem, ale po tym jak zobaczył że medytuję, to przestał się do mnie odzywać - najpewniej uznał mnie za dziwaka. Anglik z sąsiedniego pokoju zapytał mnie skąd pochodzę, po czym pochwalił się znajomością języka polskiego, recytując “spierdalaj, kurwa mać”. Koreanka wygląda na bratnią duszę - też jest spłukana i zbiera na kolejny bilet. Amerykanin, który śpi pode mną jest najbardziej uśmiechnięty - może dlatego, że pali trawę codziennie na śniadanie.

Jest wszechogarniająca rozpierducha i staniki na podłodze, ale ogólnie to mam tutaj bardzo dobre warunki do pracy - w dzień mogę pracować bo wszyscy śpią, a w nocy mogę spokojnie spać, bo wszyscy się bawią na mieście. Jest stabilnie działające Wi-Fi, ciepła woda i prąd - czyli wszystko, czego na co dzień brakowało w campervanie :)

*) później się okazało, że to był Polak
Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Campervanem przez Australię

Środa, kwiecień 15th, 2009

Odległość z Cairns do Sydney wynosi 2700 kilometrów. To trochę dalej niż z Gdańska do Aten. Miejscami odbijaliśmy, wiec wyszło ponad trzy tysiące kilometrów w 10 dni.

From Round the World - Australia

Dostaliśmy naprawdę świetne auto za bardzo dobrą kasę. Tutaj muszę przyznać honory Danielowi, bo to on je zmaterializował z moją tylko niewielką pomocą :)

Podróż campervanem to przygoda sama w sobie. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z kilku ograniczeń:

- campervan nie posiada prysznica
- campervan nie posiada toalety
- campervan nie posiada gniazdka 220V. Tzn - gniazdko jest, ale działa poprawnie tylko jak sie campervana podłączy do zewnetrznego źródła prądu.

Zewnętrzne źródło prądu jest dostępne w tzw. camper-parkach, których po drodze jest bardzo wiele. Camper-park kosztuje jednak 25 dolarów za dobę i z oczywistych względów nie wchodził w grę. Nie po to wypożyczyliśmy campera, żeby jeszcze płacić za noclegi :)

Każdego dnia zatem, zanim pomyśleliśmy, co chcemy zobaczyć - trzeba było zlokalizować miejsce do kąpania, toaletę, prąd, a najlepiej jeszcze internet. Wschodnie wybrzeże Australii okazało się do tego doskonale przystosowane.

Właściwie wszędzie gdzie dało się zatrzymać - była również przyzwoita toaleta, często z prysznicem. Jeżeli nie w ramach kompleksu plażowego, to na stacji benzynowej lub parku. Oczywiście za darmo. Każda turystyczna zajezdnia jest też wyposażona w stoły - można zatem przyrządzić jedzonko w camperze i zjeść na świezym powietrzu z jakimś ładnym widokiem.

Laptopy i komórki ładowaliśmy we wszechobecnych McDonaldach, które oferują również darmowe WiFi. Hasło “I’m lovin’ it” nabrało nowego znaczenia. McDonald jest bardzo dobry - pod warunkiem, że nie jesz jego frytek i hamburgerów :) Dla przyzwoitości kupowaliśmy loda za 50 centów i siedzieliśmy po 4 godziny nadrabiając biznesowe zaległości na sieci :)

No dobra, ale co ze zwiedzaniem?
zwiedzanie odbywało sie w tak zwanym “międzyczasie”.

Widzieliśmy:

  • dużo ładnych plaż, przy których nie można się kąpać, bo w oceanie grasują zabójcze meduzy.
  • 50 metrowe sosny - tak grube, że 3 osób nie starczy aby je objąć.
  • duże białe papugi latające normalnie po mieście
  • trochę australijskich stepów,
  • kilka klimatycznych australijskich miasteczek, ktore wyglądały jak makiety z filmów o dzikim zachodzie
  • jakiś bar na kompletnym odludziu, którego właściciele nie trzeźwieją od lat
  • no i oczywiscie kangury i koale.

Na kangury natknęlismy sie wczesnie rano, gdy szukalismy miejscówki na jogę. Pasły się normalnie przy drodze i prawie wcale się nie bały ludzi. Kangur to taki przerośnięty królik, może troche wymieszany ze szczurem. Wybryk natury - porusza się przezabawnie.

From Round the World - Australia

Za koale musieliśmy zapłacić 20 dolców, bo nigdzie po drodze się nie pojawił. Potem sie okazało dlaczego - koale śpią po 20 godzin, bo nażrą się eukapiltusa i nic więcej im się nie chce. Australijczycy montują specjalne wiszące tunele nad autostradami, żeby koala mógł się przeprawić z jednej strony szosy na drugą - jeżeli się przypadkiem obudzi.

From Round the World - Australia

Na koniec trafiliśmy na warsztaty pt. Health and Happiness do Brodatego Guru. Wstęp do jogi i medytacji dla zapracowanych Sydnejczyków. Był to zdecydowanie najprzyjemniejszy element pobytu w Sydney.

Sydney kompletnie różni się od reszty Australii - pewnie na takiej samej zasadzie jak Warszawa różni się od pojezierza mazurskiego :)

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Jedziemy!

Poniedziałek, marzec 30th, 2009

Mamy swietnego campera za 500 AUD i z darmowym paliwem. Jedziemy, medytujemy, zwiedzamy, troche pracujemy na kompach, gotujemy ryż z fasolą i kąpiemy się w jeziorach. Świetny, piękny czas. Australia nie jest taka zła jak myślałem! Jest inaczej, kompletnie inaczej niż w Azji, ale równiez pociągająco. Ludzie żyją tutaj obok natury i w zgodzie z nią.

Napisze więcej jak dorwiemy sie do stabilnego netu. Poki co korzystamy z darmowego Wi-Fi w McDonaldach :) Na Picasie są nowe foty:

From Round the World - Australia

To jest z grubsza nasza trasa. czasem odbijamy w strone lądu. Na razie przejechalismy jakies 600 km z planowanych 2600 :)


View Larger Map

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Cairns i ekipa z Indii

Niedziela, marzec 22nd, 2009

Jestem już w Cairns w stanie Queensland. Północno-wschodnie wybrzeże Australii. Jest klimat, jest ocean i trochę niższe ceny. I wreszcie jakieś blondynki - niezbyt szczupłe, ale i tak nie mogę się napatrzeć :)

W Cairns jest wielu turystów i pełno atrakcji do wyboru: od skakania ze spadochronem (skydiving), loty balonem i naukę pilotażu helikoptera, poprzez przejażdzki na linie po dżungli (jungle surfing) i spływy pontonem po rzece, na nurkowaniu pomiędzy rafą koralową kończąc.

Ale największa atrakcja jest inna i zupełnie niespodziewana - Daniel ad hoc zdecydował się dołączyć do mnie na czas Australii i Nowej Zelandii! Tak - ten sam Daniel, z którym rozpocząłem moją podróż pół roku temu. Na dodatek zjawia się również Lore - Belgijka, z którą zaprzyjaźniłem się w hinduskim Ashramie. Uwielbiam takie “zbiegi okoliczności”!

Zamierzamy wypożyczyć campervana i przejechać z Cairns do Sydney wschodnim wybrzeżem Australii. Campervany są dość drogie, ale można utrafić tak zwane “relocation deals” czyli przemieszczanie camperów z miejsca na miejsce - wtedy dostaje się auto za pół darmo i właśnie z takiej oferty zamierzamy skorzystać. Haczyk polega na tym, że trzeba poruszać się naprawdę szybko - mamy jakieś 10 dni na przejechanie prawie 3000 kilometrów. Ale to sie dobrze składa, bo im prędzej wydostanę się z tego drogiego kraju, tym lepiej. Z Sydney Daniel robi skok na Fiji, a ja do Nowej Zelandii - gdzie po paru dniach spotykamy się na nowo i powtarzamy akcję z campervanem :)

Skończyły mi się kanapki przygotowane jeszcze w Darwin i od dziś żywię się owocami. Jestem właśnie na “fruktozowym haju”, czuję się bardzo lekko i mam wyjątkowo dobry humor :) Hostel w Cairns kosztuje 13 AUD dziennie. Dzienna porcja 4 kilo owoców + 3 litry wody = 12 AUD. Jednym słowem - przeżyję! :)




Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Terra Australis

Piątek, marzec 20th, 2009

Mój pierwszy przystanek na ziemi australijskiej to Darwin - stolica Northern Territory, nazwana na cześć Karola Darwina.

Pierwsze wrażenie: drogo!
Drugie wrażenie: Ameryka.

Szok cenowy jest dość nieprzyjemny, ale powoli przywykam. Wszystko jest mniej więcej 6-10 razy droższe niż na Bali i około 60% droższe niż w Polsce. Człowiek czuje się dosłownie nabijany w butelkę - gdy za małą wodę musi nagle zapłacić 5 złotych zamiast 50 groszy. Na szczęście na lotnisku poznałem Tomka - prawdziwego backpackera z Polski, który szanuje swoje pieniądze. Podróżuje autostopem, śpi gdzie się uda za darmo, a jak się nie uda to w namiocie. Tomek zrobił mi przyspieszony kurs oszczędzania: kierunek hipermarket - chleb za 1,5 dolara, pomidory, banany i woda marki Home Brand :) Studenckie życie! Zdaje się, że to będzie moja “karma” przez najbliższe tygodnie :)

Darwin jest ładnym, w miarę spokojnym i niestety pozbawionym duszy 110-tysięcznym miastem. O ile może z wyglądu przypominać Kalifornię, to nie ma tutaj żadnej myśli przewodniej, żadnego Hollywood, żadnego prawdziwego klimatu. Właściwie to nie ma tutaj nic do robienia prócz upijania się - co lokalni oraz turyści ochoczo czynią w pubach na Mitchell Street.

Jest drogo - ale trzeba przyznac, ze jest też czysto, ładnie, estetycznie i profesjonalnie. Obowiązujące hasło brzmi: “No worries”. Kończąc konwersację (np w sklepie czy przez telefon) usłyszysz tę frazę od każdego Australijczyka. Rzuca się w oczy również australijski luz i swego rodzaju frywolność. Z przekazów reklamowych uderza wszechogarniający entuzjazm. Jest kolorowo, nieformalnie i chilloutowo. Oczywiście jezeli masz dostatacznie dużo AUD, czyli australijskich dolarów z facjatą Elżbiety II (Australia jest formalnie brytyjskim dominium).

Bardzo dużym zaskoczeniem okazali się Aborygeni. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest ich w Australii tak wielu i że tak specyficznie wyglądają. Nie widziałem nigdy wcześniej takich twarzy - szerokie łuki brwiowe, głęboko osadzone oczy i potężne, mięsiste nosy - jak goryle z kreskówek. Dorośli Aborygeni poruszają się na bosaka, a ich dzieci skaczą po wszystkim jak młode małpy.

Da się zauważyć, że rdzenni mieszkańcy Australii nie odnajdują się w “zachodniej” rzeczywistości, stanowiąc najczęściej obywateli drugiej kategorii. Smutne to. Przyjechali biali ludzie, wprowadzili własne porządki, wykosili Aborygenów (zobacz: skradzione pokolenie) - a teraz robią pieniądze na aborygeńskiej sztuce, sprzedając turystom malowane bumerangi..

From Round the World - Australia

P.S. Terra Australis Incognita - nieznany ląd południowy. Umieszczany przez stulecia na mapach świata, zgodnie z przekonaniem że na półkuli południowej musi istnieć jakiś ogromny kontynent, który równoważyłby wagę kontynentów północnych.

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop