Zapiski drogowe i warsztatowe

From South America 2013

Minął miesiąc, przejechałem ponad 5000 kilometrów i ciągle jestem w Brazylii! Brazylia to piąty kraj na świecie pod wględem powierzchni, a Stany Zjednoczone są od niej większe wyłącznie dlatego, że dokupiły sobie Alaskę.

Drogi są przyzwoite - porównywalne do naszych polskich krajowych dróg szybkiego ruchu. Nawierzchnia z reguły dobra, czasem tylko połatana, kolein brak. Widać też, że ciągle budują nowe trasy. W odróżnieniu od ograniczających standardów stosowanych w Europie, tutaj można swobodnie jeździć szosami, które są w trakcie tworzenia. Po prostu jedzie się wolniej po piachu, kamieniach czy glinie i wymija ciężarówki, koparki oraz robotników :) Czasem asfalt kończy się bez wyraźnej przyczyny. Wtedy pozostaje mi wyobrażać sobie, że mam motocykl crossowy… i jadę dalej, omijając wyboje i zostawiając za sobą tumany rudego kurzu.

From South America 2013
From South America 2013

Motocykl tankuję Aditivadą, czyli benzyną z dodatkami - odpowiednik naszej 98. Jednocylindrowy silnik o pojemności 200cc na wzbogaconym paliwie pozwala jechać o 10km/h szybciej. Nie traci też mocy pod górkę. Benzyna jest nieco tańsza niż w Polsce - około 4,5 PLN za litr Aditivady i trochę poniżej 4 zł za zwyczajną. Można też tankować czysty alkohol (etanol z trzciny cukrowej) w cenie 3 zł za litr, ale do tego trzeba mieć ponoć odpowiednio przystosowany silnik. Mój na pewno nie jest przystosowany, poza tym lepiej nie ryzykować, bo i bez dodatkowych bodźców moja maszyna zaczyna się kończyć.

Najpierw odpadło mi lusterko. Tak po prostu, jechałem dziewięćdziesiąt na godzinę, a ono sobie wypadło i została tylko obudowa. Na szczęście sklep Moto Peças był nieopodal i czułem się jakbym podjechał do pit-stopu, bo dosłownie po 3 minutach miałem przykręcone dwa nowiutkie lusterka. Co prawda cena 15 zł za sztukę niechybnie wskazuje na ich chińskie pochodzenie, ale jeżeli wytrzymają choćby tyle co poprzednie, to wystarczy.

Dwa dni później przestały działać migacze z lewej strony. No ale nic to - póki da się jechać, to nie będę narzekał. Można przecież hinduskim sposobem sygnalizować skręt wyciągnięciem ręki. Zawitałem do mechanika, który naprawił usterkę.. ale już w następnym dniu okazało się, że przednie swiatło wesoło miga w rytm kierunkowskazów :)

Żarówka nie wytrzymała tego zbyt długo i przepaliła się - już po raz trzeci w ciągu ostatniego miesiąca. To jednak też nie jest krytyczny problem, bo Brazylia nie ma obowiązku jazdy na światłach w dzień. W nocy zresztą też nie - co wnioskuję z obserwacji ciężarówek po zmierzchu; ich kierowcy wychodzą z założenia, że karoseria dostatecznie dobrze odbija inne źródła światła. Ponieważ jednak nie chciałem testować twardości tych karoserii, musiałem zacząć tak planować codzienną podróż, aby na pewno zdążyć znaleźć hotel przed zachodem słońca.

Po kolejnym tysiącu kilometrów nie działało już kompletnie nic. Ani migacze, ani światła, ani wskaźniki paliwa i biegów, ani klakson, ani elektryczny rozrusznik. Po prostu padła niemal cała elektryka i jedynie malutka żarówka sarkastycznie podświetlająca tarczę prędkościomierza pozwalała ocenić, że nie jest to wina akumulatora.

From South America 2013

Na szczęście prostota konstrukcyjna, bazująca zapewne na sprawdzonych rozwiązaniach z lat 50-tych XX wieku, pozwala na używanie motocykla marki Sukida niezależnie od tego, czy jego obwody elektryczne działają, czy też nie. Po prostu trzeba ustawić się na wzniesieniu, wrzucić dwójkę, rozpędzić jednoślad do prędkości 25 km/h i puścić sprzęgło. Odpala niezawodnie! A potem już tylko trzeba pamiętać, żeby nie gasić silnika na płaskiej drodze.

W końcu jednak postanowiłem zrobić porządki z moim środkiem transportu, no bo ileż można jeździć po Ameryce Południowej bez klaksonu?! Naprawy zatrzymały mnie w miejscowości Balsas aż na 3 noce, co sprawia, że mam już tydzień spóźnienia względem pierwotnych założeń.

From South America 2013

Motocykl miał być gotowy na dziś na 10 rano. Do warsztatu przyszedłem przezornie przed jedenastą, aby usłyszeć, że potrzebują jeszcze 30 minut by połączyć parę kabli. Wróciłem w południe, tylko po to by odkryć, że moja maszyna jest niemal kompletnie rozkręcona! :) Tranquilo… taak “tranquilo” to moje ulubione słowo - przypomniałem sobie w porę i pośmiałem się razem z ekipą warsztatu. I już o 18:00 mogłem odebrać w pełni sprawny motor.

Oprócz działającej elektryki i zmienionego oleju, mam też nowe opony, nowy łańcuch oraz dwie nowe zębatki. I cały komplet nowych kabli, bo poprzednie się .. stopiły. Maszyna chodzi gładko i chyba nawet mniej się trzęsie. Aby uczcić ten fakt, upijam się właśnie caipirinhą! :) Ciekawe czy zawiera ten sam alkohol z trzciny cukrowej, który Brazylijczycy tankują do baku… Saúde!

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

One Response to “Zapiski drogowe i warsztatowe”

  1. dan Says:

    elektryka się stopiła :))) przegięli chinole z tym planowanym postarzaniem produktu! Pewnie jak już dojedziesz do Ekwadoru to oprócz baku i stalowej ramy będziesz siedział na nowym motorze :)

Leave a Reply

Sponsorzy