Z powrotem w Urugwaju

Po czterech lotach – przez Frankfurt, Recife i Rio de Janeiro – dotarłem do Porto Alegre. Póki leciałem Condorem, to w ramach “special vegetarian lacto ovo meal”, za dodatkowe 15 euro, karmili mnie posiłkami przeznaczonymi dla biznes klasy; nawet metalowe sztućce dali. Niestety ani polski LOT, ani brazylijski GOL nie były tak user-friendly.

W Porto Alegre zdecydowałem się nocować na lotnisku, bo gdy już się ogarnąłem i zjadłem Fishmaca, to było grubo po pierwszej w nocy. Lotniskowe fotele miały niestety te wredne przegródki (czyli podłokietniki), ale zrobiłem dość zuchwałe przemeblowanie, złączyłem sobie dwie ławeczki i przekimałem wygodnie 4 godziny, jak na backpackera przystało.

Rankiem przejechałem taksówką do centrum, gdzie zakupiłem bilet autobusowy do miejscowości o wdzięcznej nazwie Chuy, czyli granicy brazylijsko-urugwajskiej. Autobus ruszał dopiero o 13, co dawało mi 4 godziny wolnego. Spędziłem je bardzo przyjemnie jedząc śniadanie na dworcu (wśród uzbrojonych po zęby i dzierżących długą broń brazylijskich ochroniarzy), a potem leżąc na ławce przy placu zabaw w parku i gapiąc się w niebo (już bez ochroniarzy). Zastanawiałem się, co ja tu właściwie robię, ale nie doszedłem do żadnych konstruktywnych wniosków. Jest ciepło - i to wystarczy; nie ma sensu dorabiać większej filozofii. Na koniec ruszyłem na miasto aby kupić lokalną kartę sim, kufer do motocykla i rękawiczki.

Po ośmiu godzinach w autobusie Planalto, nocy w Chuyu i krótkim autostopie dnia kolejnego, dotarłem wreszcie do Punta del Diablo, gdzie w połowie marca zostawiłem mój motocykl. Zadokowałem się w tym samym domku przy aptece, w którym poprzednim razem spędziłem tydzień. To bardzo miłe, że był wolny.

Od razu poczułem się jak u siebie i pewnym krokiem podążyłem do Cero Stress, aby u Grubego Bernardo zamówić “pescado con arroz i vegetales”. Knajpa jest piekielnie droga, ale za to dostarcza zdecydowanie dobrych doznań kulinarnych. Bernardo, dowiedziawszy się, że jestem z Polski, zapuścił mi z głośników Maleńczuka oraz piosenki Kabaretu Starszych Panów. No i nie było wyjścia - trzeba było skusić się na deser.

Every good cook is my best friend! ;-) With Bernardo in Punta del Diablo, Uruguay

Odebrałem od policjanta Julio moją chińską motorynkę, którą Julio przechowywał przez 7 miesięcy w jednym ze swoich letniskowych domków. Akumulator się oczywiście rozładował, ale motorynka grzecznie odpaliła po 10 minutach popychów. Przykręciłem kufer, odespałem podróż – i jutro uderzam w trasę. Motocykl jeszcze się przydusza na obrotach, lecz mam nadzieję, że go rozjeżdzę.

Razem Julio, który przechował mój motocykl przez 7 miesięcy

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Leave a Reply

Sponsorzy