Back to Bali: wrażenia i przemyślenia

Moją pierwszą wizytę na Bali (przełom 2008/2009) zapamiętałem jako najlepszy okres od czasów beztroskiego dzieciństwa. Trzy miesiące słonecznej sielanki, wygodnego mieszkania, pysznego jedzenia, uśmiechniętych i uczynnych ludzi, wycieczek na skuterze – a wszystko to w cenie 15 USD dziennie. Warunki idealne dla tzw. rozwoju osobistego, czyli głębokich rozważań nad sensem życia, czytania książek, inspiracji, pisania w pamiętniku i medytowania. Prawie dokładnie jak w książce Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”.

Powrót nieco mnie zaskoczył.

Po pierwsze – nie byłem już sam, tylko z Katką. To może banalne spostrzeżenie, ale we dwoje podróżuje się zupełnie inaczej niż solo! Przede wszystkim wchodzi się w mniej interakcji z innymi ludźmi. Kiedy jeździłem w pojedynkę, to automatycznie integrowałem się z innymi turystami albo lokalsami. Natomiast jako podróżująca para – jesteśmy z Katką praktycznie „samowystarczalni”, nie mamy potrzeby zagadywać innych bo dobrze nam się rozmawia ze sobą. Inni też raczej nie dosiadają się do „zakochanej pary” - no i kółko się zamyka. Wniosek: podróżując we dwoje, trzeba świadomie starać się o nawiązywanie kontaktów z innymi podróżnikami.

Po drugie – (kolejny banalny wniosek): okazało się, że wszystko się zmienia. Również Bali. Trochę bardziej tłoczno bo wszyscy obejrzeli Eat Pray Love i pojechali się lansować, trochę wyższe ceny bo lanserzy psują rynek, trochę inna pora roku i więcej chmur. Potrzebowałem paru dni aby przetrawić mój wyidealizowany obraz ze wspomnień i dojść do wniosku, że „bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście”. Mimo wszystko Bali jest wciąż moim ulubionym miejscem na Ziemi :)

Po trzecie – okazało się, że Bali dostarcza co prawda idealnych warunków do osiągania nirwany i wyższych stanów umysłu, ale nie jest to warunek wystarczający. Będąc na Bali za pierwszym razem, doświadczałem bardzo dobrej formy duchowej, intelektualnej i fizycznej. Przychodziły mi do głowy mądre wnioski, chciało mi się myśleć nad życiem i abstrakcyjnymi tematami. Wydawało mi się, że takie „klimaty” powrócą jak tylko znowu wyląduję w Ubud. Niestety – tym razem się to nie stało. Dopiero po sześciu tygodniach wyluzowałem się na tyle, aby mieć ochotę na jakiekolwiek głębsze rozmyślania. Ale przywiezionej ze sobą „Jogi Vasisthy” nawet nie tknąłem.

Dlaczego tym razem nie zadziałało tak dobrze? Bo poprzednio na Bali trafiłem po 10 tygodniach medytowania i relaksowania się w hinduskich ashramach, a teraz wpadłem prosto z biznesowej bieganiny. Wniosek: chcąc skorzystać z Bali w 100%, trzeba tam przyjechać już wypoczętym. Tak samo jak Pani Gilbert, ta od książki.

P.S. Zapraszamy na bloga naszych przyjaciół, którzy byli razem z nami na Bali. To był ich pierwszy raz, więc na pewno mają wiele świeżych spostrzeżeń: http://travellerlogbook.blogspot.com/

P.S. 2: a tutaj trochę naszych fotek z Bali 2010/2011

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

One Response to “Back to Bali: wrażenia i przemyślenia”

  1. Michal Says:

    Sporo racji z tym wyluzowaniem. Ja byłem tam 10 dni i poza pojedynczymi miejscami, nastawionymi na turystów, to było doskonale. I udało mi się w dużym stopniu wyluzować, choć gdybym był 6 tygodni z pewnością ten stopień byłby większy ;). Fajne zdjęcia. Pisz coś czasem, bo bardzo lubię czytać Twojego bloga ;).

Leave a Reply

Sponsorzy