Manifesto
.
To na tym ma polegać ŻYCIE??
Że kończysz studia i zaczynasz “aktywność zawodową”, którą z mozołem kontynuujesz przez 40 lat?
PO CO?
Aby kupić sobie RZECZY? Aby wygodnie mieszkać i cieszyć się z ILUZORYCZNEJ stabilności? Nie ma żadnej stabilności. Nic nie jest przewidywalne. Obrastanie w stan posiadania prowadzi tylko do braku szczęścia - bo potem musisz się martwić o ten stan posiadania.
Wydaje Ci się, że wyłącznie poprzez posiadanie RZECZY jesteś w stanie przyciągnąć do siebie ciekawych LUDZI, wzbudzić zainteresowanie? Że najpierw trzeba MIEĆ, aby BYĆ? Jest dokładnie na odwrót.
Zamiast gromadzić RZECZY, należy gromadzić Doświadczenia i Umiejętności, rozwijać swój umysł i duszę. Niechaj to one - zamiast pieniędzy - dają Ci pewność siebie. Mając wyjątkowy poziom doświadczenia życiowego - zawsze łatwo znajdziesz środki do życia, nie umrzesz z głodu.
Dlaczego by nie zrobić z życia doskonałej zabawy, permanentnej przygody, nieustającego ciągu ZMIAN AKCJI? Taka przecież jest natura istnienia! Never Stop Exploring. Niechaj dzieje się dużo! Nie pozwól swoim neuronom obumierać z nudów - ucz się ciągle czegoś nowego!
Nie ma sensu traktować życia i pieniędzy z taką powagą. Gromadzić, zabezpieczać, koncentrować się na własnym dobrobycie. Dążyć, dążyć, dążyć - do celu, który ciągle ucieka z pola widzenia. Pełne bezpieczeństwo i tak jest nieosiągalne, a luksusy cieszą tylko przez moment. To że wszyscy grają w tę grę - nie oznacza, że musisz i ty.
.
MOŻESZ STWORZYĆ WŁASNĄ GRĘ.
- Możesz nie budować swojej tożsamości w oparciu o pozycję zawodową.
- Możesz nie porównywać się do innych.
- Możesz posiadać na własność choćby tylko plecak z ubraniami.
Liczy się to kim naprawdę jesteś, co masz w głowie i co w sercu.
Nie pozwól pieniądzom prowadzać Cię na sznurku.
Nie pozwól im decydować, czy jesteś szczęśliwy.
I nie bój się - nie ma czego.
Divine will take care of you.
.


luty 23rd, 2010 at 9:30 przed południem
Świetna zasada dopóki jesteś odpowiedzialny tylko za siebie. W momencie, gdy masz dzieci sprawa przestaje już być taka prosta. Generalnie jednak racja. Człowiek staje się niewolnikiem wszystkich rzeczy, które zgromadzi, swojej kariery itp. Potem okazuje się, że brak już czasu na sprawy naprawdę ważne.
luty 23rd, 2010 at 12:30 po południu
Amen.
luty 24th, 2010 at 12:35 przed południem
Jasne, zgadzam się co do ogólnego przesłania. Natomiast nie jest tak, że robienie kariery oznacza zawsze same wyrzeczenia. Teraz lansuje się model work-life balance. Ktoś, kto umie rozgraniczyć życie prywatne od zawodowego, czerpie satysfakcję z robienia kariery, a jednocześnie pielęgnuje relacje i rozwój duchowy. Znam dużo takich osób. Nie wiem dlaczego utarło się, że robienie kariery oznacza rezygnację z radości życia. Według mnie to nieprawda, jedno drugiemu przecież nie przeczy. Nie jest tak, że każdy kto robi karierę ma klapki na oczach i zarabianie pieniędzy to dla niego cel sam w sobie. Znam przykłady osób, które ciężko pracują i mimo awansów i podwyżek nie zmieniają swojego starego dobrego charakteru. Niektórzy, mając potencjał, idą na parę lat do korporacji, gdzie faktycznie tyrają jak osły, ale po pewnym czasie odchodzą. Odchodzą jednak z olbrzymim bagażem doświadczeń, który pozwala chociażby na otwarcie własnej działalności gospodarczej, w ramach której można pracować elastycznie, niezależnie i zarabiać więcej, a przy tym z poczuciem, że pracujemy dla siebie. A poza tym robienie kariery na etacie nie zawsze oznacza tyranie po 12 godzin dzień w dzień, bez wytchnienia w wyścigu szczurów. Nie każda firma to krwiożercza korporacja.
Uważam więc, że ten wpis jest trochę przekoloryzowany.
luty 25th, 2010 at 9:24 po południu
Ja się pod wpisem podpisuję rękami, a jeszcze bardziej nogami
Codziennie myślę o tym, że życie jest tak strasznie krótkie i skupiam na przeżywaniu każdej chwili. A RZECZY ostatnio częściej się pozbywam niż nabywam nowe
Pozdrawiam serdecznie!
luty 26th, 2010 at 9:40 po południu
Mylisz sie przyjacielu…i to bardzo. Otoz zycie polega na tym ze konczysz podstawowke i idziesz kopac doly. jak masz duzo szczescia konczysz liceum i mozesz pracowac na kasie. A jak juz naprawde jestes pod szczesliwa gwiazda urodzony to konczysz studia… wtedy naprawde masz wybor. pbo przeciez trzeba znalezc zone zrobic kariere i miec duzo pieniedzy. wierz mi ze ciezko znalezc kobiete ktorej w glowie nie zadzwoni dzwonek przestrogi - bogaty czy inteligentny? oczytany czy opodrozowany? Pieniadze wyznaczaja to kim jestes i jak na ciebie ludzie patrza. to prawda ze ci bardziej inteligentni potrafia zobaczyc poza ten pryzmat ale w polsce??? oj chyba nie… mialem okazje bytc bezdomnym (z wyboru coz sa szcescie) w barcelonie i nie odczulem tych ponizajacyhc mnie spojrzen (przynajmniej nie caly czas). Tylko ze tam i kultura inna i podejscie odmienne. Dla kogos kto mottem zyciowym zrobil podrozowanie to “normalne” zachowanie jest bardzo bolace. Bo mie naprawde zwisa czy ktos chce czy nie robic kariere. Miec rodzine. Szczesliwy jestem jak widze radosna osobe. A na problemy wyrazone ze przeciez musze pracowac bo splacam kredyt - daje jedna rade. Po cos konczyl te studia? Jesli musissz brac kredyt na 40 lat zeby sobie kupic kawalerke pod warszawa to trzba bylo skonczyc edukacje na szkole sredniej… Te piec lat studiow pozwiliby ci oszczedzic mniej wiecej taki sam czas na zakupie mieszkania. a jak juz je masz idz na studia. samochod, mieszkanie, wakacje zagraniczne dwa razy do roku, dzieci w najlepszych szkolach, sporo zer na konce, praca w renomowanej firmie (renoma niekoniecznie oznacza etyczne traktowanie pracownikow - inna sprawa) = wyznaczniki sukcesu. stopy wody pod kilem. jade robic “jade robic kariere” na filipiny.
marzec 5th, 2010 at 5:19 po południu
Bardzo trafny post, ale jak widać nie trafisz z nim do wielu. Niestety jak widać w powyższych postach styl życia narzucony przez państwo i media jest tak silnie zakorzeniony, że nie wyplenisz. Leon uważa, że edukacja jest czynnikiem wpływającym na zamożność nie zauważając przy tym, że w top100 najbogatszych polaków i ludzi świata większość nie ma wyższego wykształcenia, a są nawet tacy bez matury (Wałęsa też jej nie miał, Kwaśniewski nie ma wyższego, Gates zrobił wyższe niedawno, Jobs nadal nie ma itd). Teraz w Polsce papier każdy ma, ale co to za papier? Ludzie z papierem są takimi samymi specjalistami jak i bez niego - taki jest poziom większości uczelni. Jeśli chodzi o rodzinę to też kompletna bzdura. Można żyć po swojemu i w rodzinie, wystarczy tylko znaleźć żonę/męża, która tak samo myśli. A z tą działalnością to ktoś wypalił tak, że tylko płakać mi się chce. Działalność gospodarcza jest narzędziem skierowanym dla KAŻDEGO dorosłego człowieka, a nie dla takiego, który kilka lat w korporacji siedział. Wg mnie większe szanse na sukces ma tu osoba bez matury niż osoba przesiąknięta setkami niepotrzebnych korporacyjnych reguł zarządzania, a raczej sposobów na sprowadzenia człowieka do poziomu maszyny. Do korporacji raczej nie dostają się ludzie z potencjałem intelektualnym, a raczej tacy, których da się podporządkować. Echhh…
Tak na koniec: “Teraz lansuje się model work-life balance.” - kogo obchodzi co ktoś lansuje? Człowiek wolny sam wie jak żyć, nie musi przesiąkać wizją mediów, czego Wam i sobie życzę.
marzec 5th, 2010 at 11:48 po południu
Mirku, witaj w grupie demagogów
tak to my tworzymy ten świat, tak to my idziemy z maczetą przez dzungle gdzie inni boją sie pojsc. potem wracamy i opowiadamy i są Ci co mówią “tak ale…”, ci co mowią “puknij sie w glowe” no i demagogowie z maczetami którzy piszą posta tak jak ja
marzec 8th, 2010 at 10:01 po południu
Ehs, dyskusja nad tematem jest czysto akademicka mam wrażenie.
Panowie z maczetami - chwała wam za Wasze “twórcze działania” i “pionierskie wyprawy”. Niewątpliwie są one pożyteczne, bo np. inspirują innych. Zdajecie się tylko czasem zapominać o jednej istotnej rzeczy. Prostej bardzo - LUDZIE SĄ RÓŻNI. Jednemu szczęście, spełnienie i samorealizację zapewnia to, a innym coś zupełnie innego… To tak jak ja bym Wam próbowała powiedzieć “nie ma nic lepszego na świcie od szarlotki z bitą śmietaną”. Pewnie znajdzie się parę osób, dla których nie ma faktycznie. A pozostali będą mieli własny (i to nie jeden!) przepis na “najlepszą rzecz na świecie”. To dobrze, że przedstawiacie swój punkt widzenia, zwłaszcza że nie jest on popularny. Ale nie dobrze, że uważacie (jeśli uważacie), że “spacer z maczetą” (posługując się terminologią Maxa z posta powyżej) to najlepszy sposób na życie DLA KAŻDEGO. Otóż nie dla każdego.
Chwileczko, ciągłe zmiany są niewątpliwie fascynujące. Ale też bardzo stresujące i męczące. Nawet dla mnie!
Trzeba wykazywać się nie lada odpornością psychiczną, aby stan niestabilności z uśmiechem na twarzy znosić i jeszcze czerpać z tego satysfakcję. Naprawę, nie każdy czułby się dobrze np. wyjeżdżając w podróż dookoła świata z minimalną ilością gotówki. 
Więc nie ma co się dziwić, że ludzie dążą do stabilizacji. Nawet tej chwilowej (bo zgadzam się z tym że stabilizacji nie da się osiągnąć “na zawsze”).
Konkludując - IMO każdy powinien żyć w takiej bajce, jaka jemu samemu podoba się najbardziej. W takiej, w której jest szczęśliwy. A ja wierzę, że nie ma jednej, uniwersalnej bajki dla nas wszystkich. Inna kwestia to odwaga i determinacja, aby swoją właśnie odnaleźć
I wszyscy “tworzą ten świat”.
czerwiec 9th, 2010 at 11:58 przed południem
Mirek, będziesz jeszcze pisał na blogu? Bo ja się stęskniłem za Twoimi postami. Inni pewno też
czerwiec 11th, 2010 at 11:29 po południu
Tak, inni też! :)*
czerwiec 23rd, 2010 at 7:58 po południu
no. i podziałało
czerwiec 25th, 2010 at 10:40 po południu
Oj, to niby brzmi słusznie, ale to jest bardzo jednostronny pogląd. Pomija fakt, że pracujemy niekoniecznie dlatego, żeby zdobyć więcej “rzeczy”, ale żeby realizować swoje pasje, poznawać ludzi, uczyć się i rozwijać. I może jest w tym jakiś “mozół”, ale “no pain no gain” (i mam na myśli zysk duchowy).
Po drugie, każdą aktywność można skrytykować - na przykład po co nam podróże? Przecież można być szczęśliwym siedząc na miejscu, medytując i odsuwając od siebie wszelkie pragnienia. A latając samolotem tylko zatruwamy powietrze