Kasa się chwilowo skurczyła, wiec wymyśliłem, że potrzebuję zerowych kosztów życia. Zerowe koszty życia = WOOFING. WWOOFing jest popularny w Australii i NZ - polega na tym, że pracuje się gdzieś 3-4h dziennie w zamian za zakwaterowanie i wyżywienie. Prawidłowe rozwinięcie skrótu to “Willing Workers on Organic Farms” ale w moim przypadku oznacza raczej “will work for food”
Trafiłem do domostwa Harideva i Guruvati. Haridev i Guruvati są Nowozelandczykami i tak naprawde nazywają się Bruce i Kate, ale wolą swoje “imiona duchowe”. Mieszkają 20 kilometrów od najbliższej cywilizacji, razem z dwoma innymi rodzinami. Na posiadłości są trzy ogromne domy, kilka dobrych kawałków ogrodu, trochę krów oraz… sala medytacyjna. Miejsce nazywa się Vistara.
Medytuje się tutaj dwa razy dziennie. Rano indywidualnie - każdy w swoim rytmie, a wieczorem wspólnie. Wieczorne spotkania są całkiem przyjemne - najpierw jest pół godziny śpiewania i tańczenia do prostych rytmów, potem niesamowita sanskrycka mantra, pół godziny medytacji, znowu mantra, trochę ćwiczeń z rytmiki, a następnie pyszny wegetariański obiad w wykonaniu Guruvati
Hasło przewodnie osadników to “Baba nam Kevalam”, co podobno znaczy “Wszystko jest miłością”.

Jakby to wszystko wydawało się wam niedostatecznie odjechane, to dodam że mieszkańcy Vistary starają się żyć wedle wytycznych Teorii Postępowego Użytkowania - w skrócie PROUT. PROUT to teoria ekonomiczna, ktora w dużym skrócie polega na tym, żeby odwrócić procesy globalizacyjne i prowadzić uduchowione życie w niewielkich, samowystarczalnych społecznościach. Jeść to, co wyrośnie w okolicy, modlić się, rozwijać duchowo, wyzbyc się egoizmu, pracować w kolektywach i dbać o planetę.
Przeczytałem pół książki w powyższym temacie i dało mi to troche do myślenia. Teoria ciekawa o tyle, że wytyka bardzo dokładnie wszystkie słabe punkty i bolączki kapitalizmu. Lecz proponowane przez Proutystów rozwiązania można włożyc między bajki, bo to jest po prostu socjalizm w innym opakowaniu i utopia taka, że mózg paruje.
Zwolennicy PROUTu wieszczą, że niebawem czeka nas Ostateczny Krach Systemu Korporacji. Kapitalizm wystrzeli jak kapiszon i zostanie po nim tylko troche dymu. Jeszcze tylko musimy poczekać do 2012 roku, kiedy to w wyniku wygranej Polaków w mistrzostwach piłki nożnej nastąpi przebiegunowanie Ziemi, ropa naftowa się skończy, Antarktyda się roztopi, a giełdy papierów wartościowych zostaną zakazane.
Wtedy przyjdzie czas na Nowy Ład, w którym wreszcie będą mogli rządzić ci, którzy nie radzą sobie w kapitaliźmie - czyli na przykład ja
Poza medytowaniem, śpiewaniem i teoretyzowaniem w Vistarze są jeszcze inne rzeczy do robienia. W ciągu ostatnich kilku dni:
- zrywałem jabłka,
- zbierałem orzechy,
- zmywałem naczynia,
- zbierałem krowie łajno z łąki i przewoziłem taczką do kompostownika,
- taszczyłem połamane gałęzie z placu na polanę,
- rąbałem drewno na podpałkę,
- wykonywałem inne proste prace ogrodowe.

Wnioski? Absolwenci SGH wcale nie muszą sprzedawać frytek w McDonaldzie! Mogą też pracowac za darmo na farmie u socjalistów.
Swietna przygoda, nowe wyzwania, zimny prysznic dla ego, dużo bodźców do przemyśleń i kopniak motywacyjny. Wystarczy - jutro się stąd zmywam.
Czas przysiąść przed ekranem i zarobić kasę na przelot do Savusavu, małej miejscowosci w północnej części Fiji.
P.S. Sprzedam Wam przepis na super wegetariańskie kotlety: czerwona fasola z puszki + ugotowany ryż + orzechy włoskie + trochę bułki tartej + przyprawy do smaku. Wszystko zmiksowac na miazgę, uformować jak kotlety mielone i usmażyć. Podawać z sosem pomidorowym. Pycha!