Cairns i ekipa z Indii
Jestem już w Cairns w stanie Queensland. Północno-wschodnie wybrzeże Australii. Jest klimat, jest ocean i trochę niższe ceny. I wreszcie jakieś blondynki - niezbyt szczupłe, ale i tak nie mogę się napatrzeć
W Cairns jest wielu turystów i pełno atrakcji do wyboru: od skakania ze spadochronem (skydiving), loty balonem i naukę pilotażu helikoptera, poprzez przejażdzki na linie po dżungli (jungle surfing) i spływy pontonem po rzece, na nurkowaniu pomiędzy rafą koralową kończąc.
Ale największa atrakcja jest inna i zupełnie niespodziewana - Daniel ad hoc zdecydował się dołączyć do mnie na czas Australii i Nowej Zelandii! Tak - ten sam Daniel, z którym rozpocząłem moją podróż pół roku temu. Na dodatek zjawia się również Lore - Belgijka, z którą zaprzyjaźniłem się w hinduskim Ashramie. Uwielbiam takie “zbiegi okoliczności”!
Zamierzamy wypożyczyć campervana i przejechać z Cairns do Sydney wschodnim wybrzeżem Australii. Campervany są dość drogie, ale można utrafić tak zwane “relocation deals” czyli przemieszczanie camperów z miejsca na miejsce - wtedy dostaje się auto za pół darmo i właśnie z takiej oferty zamierzamy skorzystać. Haczyk polega na tym, że trzeba poruszać się naprawdę szybko - mamy jakieś 10 dni na przejechanie prawie 3000 kilometrów. Ale to sie dobrze składa, bo im prędzej wydostanę się z tego drogiego kraju, tym lepiej. Z Sydney Daniel robi skok na Fiji, a ja do Nowej Zelandii - gdzie po paru dniach spotykamy się na nowo i powtarzamy akcję z campervanem
Skończyły mi się kanapki przygotowane jeszcze w Darwin i od dziś żywię się owocami. Jestem właśnie na “fruktozowym haju”, czuję się bardzo lekko i mam wyjątkowo dobry humor
Hostel w Cairns kosztuje 13 AUD dziennie. Dzienna porcja 4 kilo owoców + 3 litry wody = 12 AUD. Jednym słowem - przeżyję!

