Terra Australis
Mój pierwszy przystanek na ziemi australijskiej to Darwin - stolica Northern Territory, nazwana na cześć Karola Darwina.
Pierwsze wrażenie: drogo!
Drugie wrażenie: Ameryka.
Szok cenowy jest dość nieprzyjemny, ale powoli przywykam. Wszystko jest mniej więcej 6-10 razy droższe niż na Bali i około 60% droższe niż w Polsce. Człowiek czuje się dosłownie nabijany w butelkę - gdy za małą wodę musi nagle zapłacić 5 złotych zamiast 50 groszy. Na szczęście na lotnisku poznałem Tomka - prawdziwego backpackera z Polski, który szanuje swoje pieniądze. Podróżuje autostopem, śpi gdzie się uda za darmo, a jak się nie uda to w namiocie. Tomek zrobił mi przyspieszony kurs oszczędzania: kierunek hipermarket - chleb za 1,5 dolara, pomidory, banany i woda marki Home Brand
Studenckie życie! Zdaje się, że to będzie moja “karma” przez najbliższe tygodnie
Darwin jest ładnym, w miarę spokojnym i niestety pozbawionym duszy 110-tysięcznym miastem. O ile może z wyglądu przypominać Kalifornię, to nie ma tutaj żadnej myśli przewodniej, żadnego Hollywood, żadnego prawdziwego klimatu. Właściwie to nie ma tutaj nic do robienia prócz upijania się - co lokalni oraz turyści ochoczo czynią w pubach na Mitchell Street.
Jest drogo - ale trzeba przyznac, ze jest też czysto, ładnie, estetycznie i profesjonalnie. Obowiązujące hasło brzmi: “No worries”. Kończąc konwersację (np w sklepie czy przez telefon) usłyszysz tę frazę od każdego Australijczyka. Rzuca się w oczy również australijski luz i swego rodzaju frywolność. Z przekazów reklamowych uderza wszechogarniający entuzjazm. Jest kolorowo, nieformalnie i chilloutowo. Oczywiście jezeli masz dostatacznie dużo AUD, czyli australijskich dolarów z facjatą Elżbiety II (Australia jest formalnie brytyjskim dominium).
Bardzo dużym zaskoczeniem okazali się Aborygeni. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest ich w Australii tak wielu i że tak specyficznie wyglądają. Nie widziałem nigdy wcześniej takich twarzy - szerokie łuki brwiowe, głęboko osadzone oczy i potężne, mięsiste nosy - jak goryle z kreskówek. Dorośli Aborygeni poruszają się na bosaka, a ich dzieci skaczą po wszystkim jak młode małpy.
Da się zauważyć, że rdzenni mieszkańcy Australii nie odnajdują się w “zachodniej” rzeczywistości, stanowiąc najczęściej obywateli drugiej kategorii. Smutne to. Przyjechali biali ludzie, wprowadzili własne porządki, wykosili Aborygenów (zobacz: skradzione pokolenie) - a teraz robią pieniądze na aborygeńskiej sztuce, sprzedając turystom malowane bumerangi..
| From Round the World - Australia |
P.S. Terra Australis Incognita - nieznany ląd południowy. Umieszczany przez stulecia na mapach świata, zgodnie z przekonaniem że na półkuli południowej musi istnieć jakiś ogromny kontynent, który równoważyłby wagę kontynentów północnych.

