Archive for grudzień, 2008

Święta na Bali + nowe filmy

Sobota, grudzień 27th, 2008

Wigilie spędziłem z dwoma przyjaznymi Australijkami zapoznanymi poprzez stronę internetową Couchsurfing. Couchsurfing to świetna idea i z pewnością skorzystam z niej na dalszych etapach podróży.

Polega na tym, że ludzie z całego świata oferują darmowe miejsce do spania - zupełnie bezinteresownie. Można być hostem - czyli oferować nocleg, lub podróżującym - i korzystać z noclegu. W obu przypadkach chodzi o zawieranie międzynarodowych znajomości i wymianę kulturową. Spotkałem się już z czterema osobami z CS i mam bardzo pozytywne odczucia.

Okazuje się, że “reszta świata” obchodzi Boże Narodzenie w pierwszy dzień świąt, a nie w Wigilię. Jednak w Ubud prawie zupełnie nie czuć świątecznego klimatu, ponieważ 99% populacji to Hindusi. Co prawda restauracje organizują “Christmas Dinner”; gdzieniegdzie widać nawet niewielką choinkę - ale palmy wciąż bardziej przyciągają wzrok :)

Ja nie jestem w świątecznym nastroju tym bardziej, że po 2 tygodniach rozmyślania właśnie poczułem wszechogarniające natchnienie do pracy. Wstaję codziennie o 8, biegam dla rozbudzenia się, wsuwam owocowe śniadanie i zasiadam do pomnażania mojego pasywnego dochodu - żeby mnie było stać na podróżowanie po Australii, Fiji, Hawajach i USA :) Trzymajcie kciuki!

Wgrałem wreszcie obiecane filmiki. Zapraszam:  http://blog.plowiec.pl/index.php/filmiki-z-podrozy/

Bliss in Bali

Wtorek, grudzień 16th, 2008

Jestem na Bali :) Jest ślicznie!

Być może miłośnicy Indii poczują się urażeni, ale - sądząc po tym co widziałem dotychczas - Indonezja jest sto razy lepsza! Jest czysto, jest estetycznie, jest ARTYSTYCZNIE, jest kompletnie zielono.

Ceny są chyba nieco niższe niż w Indiach, a jeżeli takie same, to na pewno oferują lepszy standard. Zauważalna jest różnica w mentalności - ludzie sprawiają wrażenie lepiej zorganizowanych i bardziej przedsiębiorczych, przy czym podobnie jak w Indiach są mili, uśmiechnięci i oczywiście bardzo pomocni.

Zadokowałem się w Ubud. Ubud to miejscowość typowo turystyczna, położona wewnątrz wyspy. Można by ją porównać do Kazimierza nad Wisłą - co drugi dom to galeria. Artyzm tego miejsca wyraża się w detalach. Na przykład takie rzeźbione drzwi. W Europie podziwialibyście je w jakimś kościele, na Bali są normalnymi drzwiami wejściowymi do domu. Co krok widzimy jakąś rzeźbę, statuetkę, ornament albo malunek. Do tego zapierająca dech roślinność i ogrody - wszystko układa się w wyjątkowo miłą dla oczu całość.

Tutejsi ludzie - nawet bardziej niż w Indiach - dosłownie żyją religią. Co chwila są jakieś uroczystości i procesje. Na każdym podwórku znaleźć można rodzinną świątynię, a na każdym rogu natykamy się na misternie przygotowane sesajen, czyli ofiary dla bogów złożone z kwiatów i ryżu. Ofiary są zawsze świeże, ponieważ kobiety wymieniają je trzy razy dziennie.

Przez najbliższy miesiąc się stąd nie ruszam. Mam tutaj idealne miejsce do pracy oraz grudniowych rozmyślań, rocznych podsumowań i tworzenia nowych planów :)

Na razie zapraszam na relację z mojego mieszkanka. Niebawem więcej filmów, w tym kilka zaległych z Indii.

P.S. Naprawili mi ciepłą wodę :)

P.S. 2. Ubud hotels

Singapore

Czwartek, grudzień 4th, 2008

Singapur. Beton, klima, alufelgi; Miasto, Masa, Maszyna. Nieee, nie mówię wcale, że mi się nie podoba. Singapur jest bardzo czysty i estetyczny - w tej kwestii trudno o lepszy kontrast względem Indii. Myślę, że tak właśnie powinna wyglądać STOLICA. Sprawny transport, dobre drogi, ładne widoki, wysokie zarobki, nocne kluby. Czegóż więcej potrzeba do szczęścia? :)  Na dodatek caly czas jest 27 stopni.

A jednak czegoś mi nagle brakuje. Przez pierwsze godziny byłem zdezorientowany i nie wiedziałem o co chodzi. W końcu zauważylem, że Ci wy-anty-perspirowani, katalogowi ludzie z wymuskanymi fryzurami zachowują się tak, jakby ich białe słuchawki zupełnie odgradzały ich od reszty świata. Zastanawiam się, kiedy Singapurczycy się śmieją - może rano przed lustrem? Albo podczas oglądania komedii na DVD?

Nie ma szans na wymianę uśmiechów z nieznajomym, a gdybym postanowił zagadnąć Singapurczyka na przystanku, to z pewnością pozostawiłbym go w stanie szoku na resztę popołudnia. Ludzie nie spoglądają na siebie nawzajem. Mam dziwne przeczucie, że takie “odgradzanie się” idzie w parze z rozwojem ekonomicznym społeczeństwa. Każdy skupia się na swoim szczęściu, uniezależnia się, zamyka okna i pilotem włącza klimatyzator.

W Indiach jest zupełnie odwrotnie. Mało kogo stać na iPoda, więc młodzież w autobusie puszcza na głos jakąś muzę z komórki. Wszystko jest brudne, stare i/lub kiczowate, ale ludzie są uśmiechnięci i sprawiają wrażenie szczęśliwych. Każdy jest skory do rozmowy, w swoisty sposób wyluzowany, naturalny i spontaniczny. Państwo jest kiepsko zorganizowane (nie ma nawet systemu emerytalnego) - więc ludzie polegają na sobie nawzajem, wspierają się, rozumieją że trzeba sobie pomagać.

Singapurczycy są bogaci, sterylni i niezależni. Ich wyraz twarzy wskazuje, że mają na głowie Ważne Sprawy i są skupieni na Rozwoju. W związku z tym nie należy im przeszkadzać.

Może jednak to tylko taka specyfika kulturowa i kapitalizm wcale nie wyjaławia ludzi? Są przecież Stany i Wielka Brytania, które pomimo swojego bogactwa pozostają serdeczne i uprzejmie otwarte… (w mniej lub bardziej sztuczny sposób). Co sądzicie o tym?

From RTW - Singapore