Czy to Apple?
Takie pytanie slysze przynajmniej dwa razy dziennie, siedząc na necie w różnych miejscach Ashramu. Mój 10-calowy laptopik MSI WIND faktycznie jest podobny do Maca. Ba, można nawet powiedzieć, że jest mini-podróbką białego Macbooka.
Ponieważ laptok wzbudza zainteresowanie i zdecydowanie jest warty tegoż zainteresowania, postanowiłem pokusić się o zrecenzowanie jak to maleństwo sprawdza się w rękach wymagającego właściciela przy niesprzyjających warunkach podróży.
ZALETY:
1. Rozmiar, rozmiar, rozmiar! 10 cali to jest idealne rozwiązanie. Netbook jest zdecydowanie mniejszy od kartki A4 (dokladnie rozmiar B5) i waży kilogram.
Rozdzielczość 1024 x 600 px na 10 calach ekranu wygląda zupelnie naturalnie i zdecydowanie DA SIĘ na takiej matrycy swobodnie pracować (w przeciwieństwie do dziewięciocalowej - jeden cal robi ogromną różnicę!). Ekran jest wykonany w technologii back-lit, czyli swieci dużo dużo jaśniej niż tradycyjne.
2. Klawiatura. Producent chwali się, że pełnowymiarowa. Może bez przesady, jest troszeczkę mniejsza niż w standardowych laptopach, ale wystarczyło pół godziny żebym się w pełni przyzwyczaił. Klawisz funkcyjny w tym samym miejscu co w IBMach. Touchpad nie ma bajeranckich gestów jak w EEE PC, ale podstawowe gesty są (przewijanie gora i bok, podwojne klikniecie).
3. Wygląd. Tutaj pochwały powinny raczej pójść do ekipy Steva Jobsa, a nie MSI
Laptop jest ładny, zgrabny, przyciąga wzrok. Otwarta górna pokrywa zachodzi z tyłu za laptop - tak jak w macbookach.
4. Wyposażenie. Laptop ma 3 wejścia USB sensownie(!) rozmieszczone. Kamera z działającym dobrze mikrofonem, przyzwoite głośniki. WIFI, Bluetooth. Czytnik kart to błogosławienstwo jezeli przegrywasz dużo zdjęć z aparatu. Jest wyjście na monitor. Karta graficzna daje rade z 1600×1200.
5. Pokrowiec. Dość solidny (imitacja skóry) i funkcjonalny. Ma w środku dodatkową kieszonkę, w którą da się wrzucić jakieś kartki. Można podłożyć go pod laptopa gdy siedzimy po turecku, można podłożyć pod tył laptopa siedząc przy stole. Można podłożyć pod własny tyłek gdy siedzimy na betonie
6. Cena. 1250 PLN brutto za nowy pełnowartościowy mini-laptop uważam za okazję. A pewnie będą tanieć.
WADY:
1. Szybkość, a raczej jej kompletny brak
Poprzednio pracowałem na 5-letnim Thinkpadzie z 512 mega ramu i prockiem Centrino 1,6. Nowej generacji Intel Atom działa mniej więcej tak samo, a może nawet troche wolniej, pomimo że ramu mam 1,5 GB.
Możecie zapomnieć o 2 oknach Gmaila otwartych jednocześnie. W Gmailu czasem zdarzają się nawet opoznienia w wyswietlaniu tego co wpisuje na klawiaturze. Przycinanie się menu z zakładkami w Firefoxie jest na porządku dziennym. Zmniejszanie zdjęcia trwa dobrych kilka sekund. Lepszej jakości filmy online (typu Youtube) potrafią się zacinać. Ale przy odrobinie cierpliwości da się żyć.
BTW - laptopa zakupilem z domyslnie zainstalowanym SUSE Linux. To jakaś kompletna pomyłka. Wybajerzony SUSE Linux kompletnie nie działał na tym sprzęcie, można się było załamać. Na szczęście Windows XP działa przyzwoicie (ustawienia maksymalnej wydajności, bez bajerów).
2. Bateria. Realnie max 2 godziny pracy. Bezstresowej pracy 1h:40m. Ponoć już się pojawiły wersje z wiekszą baterią. Bardziej pojemne baterie są cięższe i troche wystają, ale to powinno pomóc w innej kwestii…
3. Laptop jest źle wyważony. Zbyt ciężki ekran sprawia, że przy lekkim popchnięciu lub pochyleniu laptop częściowo traci kontakt z podłożem i przechyla się do tyłu
Na szczęście nie przewraca się kompletnie, ale efekt jest śmieszny i nieco irytujący. Wystająca i cięższa bateria powinna chyba pomóc.
4. Zwyczajny dysk 2,5 cala. SSD działałby na pewno szybciej, nie grzał się i dane byłyby bezpieczniejsze. Rozmiar 80GB może być pociągający, ale wolałbym mieć mniejszy dysk SSD a nadmiarowe dane trzymać na kartach MMC.
5. Wykonanie. Laptok jest ładny, ale tak naprawdę to plastikowa zabawka. Górna obudowa momentalnie się rysuje. Po tygodniu użytkowania wytarły mi się oznaczenia kontrolek pod prawą ręką
Literki na klawiszach póki co trzymają się mocno. Dolna obudowa wygląda bardzo delikatnie. Laptop raczej nie nadaje się do noszenia bez pokrowca.
Ogólnie mam wrażenie, że żywotność tego sprzętu to jakieś 2 lata, może 3 lata jeżeli się go trzyma w domu. I potem trzeba będzie wyrzucić bo za 3 lata takie powolne laptopy nie będą mialy racji bytu.
6. Dość toporny kabel do zasilacza. O ile zasilacz jest mały i zgrabny, to kabel zasilający jest gruby, twardy i ciężko się zwija. Na szczęście wtyczka taka sama jak w IBMie, więc zrobiłem podmiankę
PODSUMOWUJĄC:
Polecam, ale na pewno nie jako główny komputer. MSI wind to gadżet-zabawka. Myślę, że można porównać go do samochodu marki Smart. Fajnie wygląda, wszędzie się zmieści, właściwie wszystko ma.. ale jechać takim na drugi koniec Polski, to już niekoniecznie. MSI Wind swietnie sprawdzi się w pociągu czy na konferencji, ale do normalnej, komfortowej pracy to niestety za mało.
Natomiast w realiach podróży dookoła świata taki komputerek sprawdza się idealnie. Oczywiście mógłby mieć lepsze parametry - np. Intel Core 2 Duo, 10 godzin na baterii i matrycę 11 cali. Tylko wtedy nazywałby się Sony Vaio i kosztował o jedno zero więcej