Zmiany na blogu i trochę newsów.

lipiec 17th, 2010

W ostatnim czasie miałem dylematy w kwestii niniejszego bloga.

Blog powstał z okazji wyprawy dookoła świata i pisałem go głównie po to, żeby samemu mieć pamiątkę z podróży (na kupowanie suwenirów nie miałem bowiem ani pieniędzy, ani miejsca w plecaku). Podróż się skończyła - i tym samym skończyły się tematy.

Okazuje się jednak, że oprócz relacji z wyjazdów mam ochotę od czasu do czasu podzielić się jakimiś przemyśleniami. W głowie klarują mi się różne wpisy - filozoficzne, życiowe, biznesowe i może troche satyrycznych. Postanawiam zatem poeksperymentować. W najbliższym czasie zamieszczę kilka tekstów nie-podróżniczych i zobaczymy, czy komukolwiek będzie się chciało je czytać :)

Tymczasem garść newsów.

1. Sprzedaję mojego kultowego laptoka z naklejką “I love Bali Dogs”. Wygląda na to, że aukcja na Allegro cieszy się popularnością i zbiera pozytywne recenzje czołowych krytyków literackich. Zapraszam do obejrzenia: http://wku.pl/Laptok_sie_rozlatuje

2. Wraz ze wspólnikiem robię nowy startup internetowy, tym razem w dziedzinie B2B.

3. W ramach traktowania życia z przymrużeniem oka - dostałem się właśnie na studia dzienne na Uniwersytecie Warszawskim na kierunku Prawo.  Tak, teraz będę prawnikiem. Oczywiście najpierw po 12 latach starań skończę psychologię, gdzie właśnie się wznowiłem i jestem na piątym roku. Studiowanie zawsze było moim hobby - tylko dopiero niedawno to sobie uświadomiłem :)

4. Najważniejsze na koniec - od prawie ośmiu miesięcy jestem w wyjątkowo udanym związku z Katką :)  Trzymajcie kciuki!

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Kreatywność się opłaca

czerwiec 22nd, 2010

Mieli jechać a Ukrainę, a wygrali bilety dookoła świata. Paweł i Magda zwyciężyli w konkursie… producenta papieru toaletowego i zgarnęli niesamowitą wakacyjną przygodę :)

Oto ich konkursowy filmik:

Zachęcam też do śledzenia ich bloga: http://27trip.blogspot.com/

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Manifesto

luty 23rd, 2010

.

To na tym ma polegać ŻYCIE??

Że kończysz studia i zaczynasz “aktywność zawodową”, którą z mozołem kontynuujesz przez 40 lat?

PO CO?


Aby kupić sobie RZECZY? Aby wygodnie mieszkać i cieszyć się z ILUZORYCZNEJ stabilności? Nie ma żadnej stabilności. Nic nie jest przewidywalne. Obrastanie w stan posiadania prowadzi tylko do braku szczęścia - bo potem musisz się martwić o ten stan posiadania.

Wydaje Ci się, że wyłącznie poprzez posiadanie RZECZY jesteś w stanie przyciągnąć do siebie ciekawych LUDZI, wzbudzić zainteresowanie? Że najpierw trzeba MIEĆ, aby BYĆ? Jest dokładnie na odwrót.

Zamiast gromadzić RZECZY, należy gromadzić Doświadczenia i Umiejętności, rozwijać swój umysł i duszę. Niechaj to one - zamiast pieniędzy - dają Ci pewność siebie. Mając wyjątkowy poziom doświadczenia życiowego - zawsze łatwo znajdziesz środki do życia, nie umrzesz z głodu.

Dlaczego by nie zrobić z życia doskonałej zabawy, permanentnej przygody, nieustającego ciągu ZMIAN AKCJI? Taka przecież jest natura istnienia! Never Stop Exploring. Niechaj dzieje się dużo! Nie pozwól swoim neuronom obumierać z nudów - ucz się ciągle czegoś nowego!

Nie ma sensu traktować życia i pieniędzy z taką powagą. Gromadzić, zabezpieczać, koncentrować się na własnym dobrobycie. Dążyć, dążyć, dążyć - do celu, który ciągle ucieka z pola widzenia. Pełne bezpieczeństwo i tak jest nieosiągalne, a luksusy cieszą tylko przez moment. To że wszyscy grają w tę grę - nie oznacza, że musisz i ty.

.

MOŻESZ STWORZYĆ WŁASNĄ GRĘ.

  • Możesz nie budować swojej tożsamości w oparciu o pozycję zawodową.
  • Możesz nie porównywać się do innych.
  • Możesz posiadać na własność choćby tylko plecak z ubraniami.

Liczy się to kim naprawdę jesteś, co masz w głowie i co w sercu.

Nie pozwól pieniądzom prowadzać Cię na sznurku.

Nie pozwól im decydować, czy jesteś szczęśliwy.

I nie bój się - nie ma czego.

Divine will take care of you.

.

Napisałem to w sierpniu 2009, zaraz po powrocie z podróży dookoła świata. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że dziś - pomimo całej tej biznesowej bieganiny - nadal tak myślę.
Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Ukryte koszty podróżowania

grudzień 9th, 2009

Kilka osób zwróciło mi uwagę, że wyliczając w poprzednim wpisie koszty podróży dookoła świata, nie ująłem w zestawieniu bardzo ważnej kategorii wydatków, czyli zdrowia. Absolutna racja, dlatego dziś kilka słów o dodatkowych kosztach, które trzeba przewidzieć planując podbój innych kontynentów.

O ile w świadomości turystów dość dobrze zakorzeniona jest potrzeba wykupienia ubezpieczenia podróżnego, to nie każdy wie o tym, iż wybierając się w egzotyczne rejony świata, trzeba również zabezpieczyć się przed przeróżnymi wirusami, bakteriami i pasożytami, które tylko czekają na nasz dziewiczy układ immunologiczny “człowieka biurowego” (homo laptopus).

W Europie ludzie przywykli już do tego, że podstawowym problemem są choroby cywilizacyjne, jak ból kręgosłupa, otyłość czy cukrzyca. Biedniejsze części świata oferują dużo szersze spektrum potencjalnych zagrożeń:

Warto zatem sprawdzić, co się do nas może przyssać w rejonie, w który się wybieramy - w tym celu należy odpowiednio wcześniej odwiedzić lekarza medycyny podróży. On poradzi na co trzeba się zaszczepić i jakie środki ostrożności stosować. Z pewnością poinformuje Was również, iż na najgorsze paskudztwa szczepionek jeszcze nie wynaleziono  :)

Ja przed wyjazdem w rejony azjatyckie szczepiłem się na: żółtaczkę typu A i B, dur brzuszny, polio, tężec i błonicę. Do Ameryki Pd i Afryki trzeba dodatkowo zaszczepić się przeciw żółtej febrze.

Komplet szczepień w warszawskiej WSSE to wydatek 800-1000 PLN.  Sporo, ale większość szczepionek starcza aż na 10 lat. Najdroższa jest żółtaczka, gdyż trzeba wziąć minimum 3 serie zastrzyków – co z kolei oznacza, że trzeba zacząć się szczepić najpóźniej na miesiąc przed wyjazdem!

Nie istnieją szczepionki na dengę i malarię – choroby przenoszone przez komary. Denga to wirus, malaria to pasożyt. W obu przypadkach efekty są bardzo nieciekawe i wymagają hospitalizacji. I o ile na malarię istnieją jakieś sensowne leki, to dengę leczy się objawowo, czyli paracetamolem i intensywnymi modlitwami.

Dlatego bardzo istotne jest, aby sensownie zabezpieczać się przed komarami. W ciągu dnia trzeba stosować repelenty. Im dalej od miasta, oraz im bardziej wilgotno, tym więcej komarów. Zalecane sa preparaty zawierające deet, jednak nie można z nimi przesadzać, bo one są mocno toksyczne i odczuwalnie podnoszą temperaturę ciała. Ja stosowałem standardowe, kupowane lokalnie repelenty w kremie, gdyż było to dużo tańsze rozwiązanie.

W nocy, jeżeli śpicie na zewnątrz, niezbędna jest moskitiera. W mniej przewiewnych pomieszczeniach wystarczy zapachowy preparat przeciwko komarom zasilany prądem, choć bardziej wrażliwe osoby może od tego boleć głowa.

Istnieją także leki profilaktyczne przeciwko malarii. Najbardziej popularny preparat nazywa się Malarone. Kosztuje sporo i nie można go zażywać długoterminowo, bo padnie wam wątroba. Jednak jeżeli jedziecie w tropiki tylko na kilka tygodni, to chyba jest najwygodniejsze rozwiązanie – codziennie wziąć tabletkę i nie musieć panikować, gdy coś was ugryzie. Malarone można kupić legalnie w aptece na recepte, lub nielegalnie na podróżniczych forach dyskusyjnych.

Generalnie – trzeba na siebie uważać, ale moim zdaniem nie należy popadać w skrajności. Zawsze istnieje jakieś ryzyko i nie da się przed wszystkim zabezpieczyć.

Dlatego niezbędny jest zakup ubezpieczenia podróżnego, gdyż wizyty w zagranicznych placówkach zdrowia mogą się okazac bolesne dla portfela. Przy wyborze ubezpieczenia trzeba zwrócić uwagę na to, do jakiej kwoty musicie wykładać z własnych pieniędzy. Niektóre ubezpieczalnie ustalają ten limit nawet na 2000 PLN!

Ja ubezpieczałem się w TravelNation ale nie musiałem korzystać z ich pomocy - więc nie wiem, czy można ich polecić. Jednak TravelNation to dość znana firma i ich ubezpieczenie jest sygnowane przez AXA, więc w połączeniu z dobrą ceną to mnie przekonało. Trzymiesięczne ubezpieczenie kosztuje 99 GBP (450 zł), roczne 250 GBP (1140 zł).

Dobrą opinię słyszałem o PZU – w Indonezji jeden znajomy Polak zachorował na dengę i został hospitalizowany. Nie było żadnych problemów, nie musiał wykładać własnych pieniędzy – i tylko ubezpieczalnia dzwoniła codziennie do szpitala pytać się, czy już go wypisali :)

Kilka przydatnych linków:

Ogólnopolska lista poradni, gdzie można się umówić z lekarzem medycyny podróży:

http://www.cimp.pl/lista-poradni.html

Mapka rejonów zagrożonych malarią:

http://www.malaria.com.pl/index.aspx?id=17

Ubezpieczenie:

http://www.roundtheworldinsurance.co.uk/

http://www.wojazer.pzu.pl/

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Round The World 2

wrzesień 16th, 2009

Pomiędzy innymi zadaniami i mysleniem o biznesie, tak jakby zupełnie mimochodem, urodził mi się w głowie plan kolejnej podróży dookoła świata :)

Wygląda następująco:

  • Czas trwania: 6 miesięcy
  • Start w październiku 2010 lub 2011 (zależnie jak szybko pójdzie odkładanie kasy)
  • Koszty: 9 tys PLN bilet RTW Global Explorer w British Airways + 14 tys PLN na życie = 23 tys PLN.
  • Standard: backpackerski, ale bez konieczności namiotów - budżet przewiduje spanie wewnątrz.

Szczegóły:

  • 4 tygodnie w Afryce:  Maroko, Egipt i lemury na Madagaskarze :) Waham się odnośnie RPA lub innych afrykańskich krajów - może ktoś ma pomysły?
  • Następnie skok na 8 tygodni do Ameryki Południowej. Zaczynamy w Ekwadorze i na własną rękę przejeżdzamy do Buenos Aires w Argentynie zwiedzając po drodze Peru, Boliwię i Chile. Nauka hiszpańskiego w trybie expresowym.
  • Nowa Zelandia - wyspa południowa - 2 tygodnie wycieczka autokarem lub wynajętym samochodem.
  • Australia - 2 tygodnie - wynajem campervana i przejazd z Melbourne do Perth przez południe Australii - z odbiciem na Uluru (Ayers Rock) po drodze.
  • 7 tygodni w Południowo Wschodniej Azji: Bali, Wietnam, Kambodża, Tajlandia, Laos - przejazd głównie lądem na własną rękę
  • Skok na chwilę do Lhasy - stolicy Tybetu
  • Około tygodnia w Iranie (Teheran)
  • Około tygodnia w Turcji (Istambuł)
  • Około tygodnia na Ukrainie (Odessa i Krym)

Razem 19 państw, 5 kompletnie różnych kręgów kulturowych  i 26 tygodni przygody  :) Tym razem na pewno już nie ruszam w pojedynkę.

Kto się pisze?

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

PARP PO IG 8.1

wrzesień 12th, 2009

Nie wiem dlaczego wszyscy siedzą cicho i udają, że nic się nie dzieje. Fama już dawno poszła. Pewnie ci co wiedzą liczą na to, że inni może jeszcze nie wiedzą i w związku z tym będzie mniejsza konkurencja. Nic z tego.

Wiedzą już wszyscy. Studenci, absolwenci, ciotki, kuzyni, wujkowie a nawet Pani Marysia - każdy pisze wniosek o dofinansowanie na e-usługę z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Ja piszę i wszyscy moi koledzy też piszą. I dostają - jedni 350, inni 600, a jeszcze inni 800 … tysięcy złotych dofinansowania na rozwój nowych projektów internetowych.

  • Słowo klucz: PARP PO IG 8.1.
  • Czyli: Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka, działanie 8.1

Pula wynosi 1,6 miliarda złotych (tysiąc sześćset milionów). Mają to teoretycznie rozdać do końca 2013 roku, jednak zainteresowanie przedsiębiorców jest tak duże, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy były już 3 tury konkursu, na które poszło czterysta baniek.

Konkurencja rośnie, środki topnieją - trzeba się pospieszyć. W innym wypadku za chwilę będziesz konkurował z e-firmami obracającymi setkami tysięcy darmowej gotówki, sam mając do dyzpozycji tylko kieszonkowe. Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższych kilka lat biznes internetowy w Polsce będzie się robić wyłącznie ze środków unijnych.

I uważam, że jest to jeden z najszybszych i najprostszych sposobów przejścia “na swoje” i zarobienia sensownych pieniędzy. Rodacy do boju! :) Nowa Dolina Krzemowa i trzecia bańka internetowa rosną w kraju nad Wisłą.

Co trzeba zrobić, aby skorzystać z okazji?

  1. Mieć pomysł na innowacyjną e-usługę, czyli coś, co przynosi pasywny dochód przy pomocy internetu.
  2. Założyć nową firmę. To nic, jeżeli masz już jedną - dodatkowa spółka z o.o. ci nie zaszkodzi :)
  3. Wypełnić na stronie internetowej PARP 30-stronicowy wniosek, który jest skróconym biznesplanem twojego pomysłu.
  4. Zaraz po północy 26 października zająć kolejkę pod siedzibą twojej Regionalnej Instytucji Finansującej i złożyć papiery do okienka. (Nie, nie da się składać przez internet. I nie - nie można wysyłać pocztą, bo liczy się też kolejność zgłoszeń)

… a jak już wniosek przejdzie, to znaleźć inwestora, który wyłoży 15% środków na twój projekt (unia dofinansowuje aż 85%!).  Lub wziąć zaliczkę na dotację i szybko zarobić brakujące środki.

Więcej informacji na stronach:

Pozdrawiam i do zobaczenia w warszawskiej kolejce! :)

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Jak zarabiać milion dolarów rocznie, czyli CouchSurfing od środka

sierpień 9th, 2009

Ostatnim etapem przed powrotem do kraju było San Francisco - centrum Doliny Krzemowej i niemal całego amerykańskiego e-biznesu. Znów miałem sporo szczęścia - sprawy ułożyły się bardzo pomyślnie.

W San Francisco mieści się centrala Couchsurfing International, czyli organizacji, dzięki której można znaleźć darmowy nocleg na całym świecie. CouchSurfing to naprawdę duży projekt internetowy, więc bardzo chciałem przyjrzeć mu się od środka.

Będąc jeszcze w Australii wypełniłem aplikację online, a z pomocą Daniela nagrałem filmik-wizytówkę. Aplikacji nikt nawet nie przejrzał, ale zareagowali na filmik. W efekcie otrzymałem zaproszenie do pobycia w CouchSurfing Headquarters przez kilka dni w roli konsultanta marketingowo-biznesowego (wniosek: chcesz się wyróżnić - nagraj video i dołącz do CV).

Couchsurfing jest obecnie w bardzo ciekawym momencie rozwoju. Mają prawie półtora miliona zarejestrowanych użytkowników i właśnie nabrali masy krytycznej - wieść roznosi się coraz prędzej i rosną coraz szybciej. Wszystko wskazuje na to, że w 2009 bez problemów przekroczą próg miliona dolarów przychodu.

W San Francisco Headquarters mieszka i pracuje około 20 wolontariuszy, w tym założyciele serwisu. Wszystko w miarę dobrze działa, więc nikt się niczym nie stresuje, prace idą własnym tempem. Ale powolutku, powolutku grupa nieskoordynowanych zapaleńców zaczyna się zamieniać w sensownie prowadzoną organizację. Właśnie ukończyli 3-letnie prace nad Wizją i Misją :)

Couchsurfing zarabia na datkach i nieobowiązkowej weryfikacji adresu zamieszkania, która teoretycznie podnosi bezpieczeństwo interakcji z innymi użytkownikami. Aby zweryfikować swój adres trzeba wpłacić 25 USD, a CS wysyła Ci tradycyjną pocztówkę z kodem potwierdzającym. Prawie 6% użytkowników decyduje się na ten krok. Myślę, że niejeden internetowy biznes może im pozazdrościć takiego wskaźnika konwersji :)

Jako “interim consultant” pogadałem z ludźmi, pogłówkowałem i po paru dniach zrobiłem prezentacje dla zarządu na temat kierunków, w których powinni się rozwijać. Wnioski najwidoczniej się spodobały, bo powiedzieli, że mogę do nich wrócić jako long-term volunteer. A zatem udało mi się zdobyć solidny punkt zaczepienia w Californi i to mnie bardzo cieszy. Czy z niego skorzystam? Zobaczymy.

Mam mieszane uczucia, bo klimat w CouchSurfing jest dość mocno akademikowy. Połowa ekipy pali trawę, a druga połowa ostro drinkuje co wieczór.. Aż trudno uwierzyć, że ci ludzie stworzyli projekt, który zarabia milion dolarów rocznie. No ale w końcu to przecież AMERYKA :)

Na zdjęciach General Manager (po lewej) oraz social space, oczywiście na kanapie.

CouchSurfing jest organizacją Non-Profit. Brzmi to jak praca za darmo, ale tak naprawde oznacza tylko tyle, że cała kasa zostaje w firmie i nie wypłacają nikomu dywidend. Firmy nie można sprzedać, a pensje muszą być w granicach przyzwoitości. Jednak w ramach organizacji można sobie urządzić bardzo wygodne życie!

Z przychodów finansowane jest utrzymanie Campusu w centrum San Francisco oraz drugiej, ruchomej siedziby, która co rok zmienia miejsce (obecnie: Kostaryka). Wolontariusze pracują za darmo, ale zapewnia im się darmowe utrzymanie, wyżywienie oraz rozrywkę. House Manager dba o wszelkie potrzeby zapracowanej ekipy - na wyposażeniu campusu były nawet darmowe prezerwatywy :)

Pieniędzy w CouchSurfing nie brakuje. W ostatnim roku odłożyli 100 tysięcy dolarów na fundusz rezerwowy, a w tym roku zastanawiają się co zrobić z 300 tysiącami USD nadwyżki.

Prosta recepta na sukces finansowy? Zrobić coś pożytecznego - tylko najlepiej od razu w skali globalnej.

Nawet drobny pomysł przełożony na anglojęzyczny rynek może przynieść ogromne pieniądze. Tutaj możecie przeczytać w jaki sposób powstał pomysł na CouchSurfing.

Niestety w Polsce zazwyczaj kopiuje się amerykańskie pomysły i próbuje wycisnąć z nich kasę na rynku lokalnym. Nakłady pracy i finansów takie same, a rynek kilkadziesiąt razy mniejszy. Czy to ma sens?

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Jedyna Słuszna Iluzja

lipiec 29th, 2009

Jeżeli rano po śniadaniu podskakujesz i włączasz głośno energetyzującą muzykę, jeżeli tańszysz po kuchni i rozpiera cię energia, jeżeli w lustrze widzisz atrakcyjną osobę

.. jeżeli masz ochotę ładnie się ubrać, chce ci się wyjść z domu i masz ochotę spotykać się ze znajomymi lub zupełnie obcymi, jeżeli nie boisz się uśmiechać do ludzi na ulicy i patrzeć im w oczy

.. jeżeli masz siłę na pchanie spraw do przodu, jeżeli chętnie odbierasz telefon, jeżeli wydaje ci się, że pomysły są warte realizacji, jeżeli masz poczucie, że wszystko się uda

.. jeżeli zwykła piosenka potrafi cię wzruszyć, jeżeli masz przebłyski głębszego sensu w otaczającym cię świecie, jeżeli masz poczucie bycia potrzebnym, jeżeli masz pomysł jak sprawić małą przyjemność osobie, którą kochasz

WTEDY NAPRAWDĘ ŻYJESZ

  • Trwaj w tej iluzji - to jedyna słuszna iluzja.
  • Obserwuj ją. Zapisz co ją wywołuje.
  • I pamiętaj o niej, gdy dopadnie cię ta druga.
Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Wróciłem! :)

lipiec 26th, 2009

Jestem już z powrotem w PL. Ostatnie 2 noce przed powrotem spędziłem w powietrzu, lecąc z San Francisco do Nowego Jorku a potem z Nowego Jorku do Dusseldorfu. (Air Berlin to świetna i najtansza linia!!!).

Obawiałem się, że po powrocie będzie totalna beznadzieja i “reverse culture shock” - ale nie jest źle :) Polska w porównaniu do innych krajów wypada całkiem dobrze. Jest kolorowo, w miarę czysto i ładnie. Jedyne negatywne spostrzeżenie: Polacy ciągle narzekają! Na pogodę, na brak pieniędzy, na spóźniające się autobusy, na złą organizację itp…  Na standardowe pytanie “jak leci” otrzymuję od ludzi listę zażaleń. Zadziwiające.

Jestem w kraju od 3 dni, ale ciągle jeszcze chodzę z głową w chmurach i postrzegam otoczenie oczami turysty. Dziwne wrażenie - słyszeć dookoła polski język. Przez pierwsze kilkanaście godzin wydawało mi się, że przyjechałem po prostu w kolejne nowe miejsce. Dopiero potem stopniowo zaczęło do mnie docierać, że jestem w domu i że tu się znajduje moje “poprzednie życie”.

Dziwnie się czuję w swoich starych ciuchach - pierwszy raz od 10 miesięcy założyłem dżinsy! I w ogóle ze zdziwieniem odkryłem, że moje stare ubrania już mi się nie podobają - są zbyt ciemne i smutno w nich wyglądam, nie wiem jak ja mogłem w tym chodzić. Stare płyty CD też jakoś dziwnie brzmią i niektóre z nich nie sprawiają mi takiej przyjemności jak kiedyś (np. Jamie Cullum wydaje mi się smętny, a przed wyjazdem się w nim zasłuchiwałem).

Delektuję się chlebem z masłem, pomidorem i majonezem Winiary :) A zaraz pobiegnę sobie kupić Prince Polo XXL; rrrany zapomniałem, że ono istnieje, a to przecież moje ulubione!

From Polska

P.S. W Californi poszło dobrze, opublikuję niebawem relację.

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop

Noc na lotnisku

lipiec 16th, 2009

Lecę właśnie z Honolulu do San Francisco i mam międzylądowanie w Seattle. Czas oczekiwania na kolejny lot: 8 godzin :) No cóż, jeżeli chce się latać tanio, to trzeba być przygotowanym na takie przestoje.

Oczywiście jestem już nieźle wprawiony jeżeli chodzi o spanie na lotniskach, więc darmowa nocka w Seattle mi nie straszna :) Mam hinduski wełniany szal do okrycia, a pokrowiec od laptopa służy za poduszkę.

Przypadkiem dowiedziałem się o stronie internetowej traktującej wyłącznie o strategiach spania na lotniskach. Najlepszą metodą jest znalezienie tzw. ‘prayer room’, czyli uniwersalnej, wielowyznaniowej kaplicy - gdzie można się w ciszy i spokoju przekimać przez parę godzin :)

Strona nazywa się SleepingInAirports.net, a tutaj znajdziecie recenzje internautów z nocowania na naszym rodzimym Okęciu.

Night in Seattle Tacoma

Podziel się z innymi! Dodaj wpis do:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Grono
  • Śledzik
  • Twitter
  • Wykop